To muzealne miejsce po by³ym Konzetrazionslager Auschwitz w tym dniu ma swoist± trudno wyobra¿aln± wymowê, bowiem nie ma takiego drugiego, gdzie w tak krótkim czasie, na tak ma³ym terenie, tak wielu nosicieli ró¿nych imion, w tym i imion jak s±dzê rzeczywi¶cie wszystkich Pañskich ¦wiêtych, zosta³o w proch obróconych.
Jak na nie patrzeæ teraz, w tym dniu, gdy w zardzewia³ych, wspartych jeszcze na izolatorach, drutach kolczastych nie ma ju¿ napiêcia od przesz³o po³owy wieku. Jest wiele informacji, napisów, tych nowych i dawnych, wiele mówi±cych, jak ten nad t± Bram±. Postarajmy siê cofn±æ w czasie, niech nagrobne p³on±ce znicze, w tym cmentarnym bez grobów muzeum, pomog± nam w tym .
"ARBEIT MACHT FREI"
"Praca uczyni wolnym", choæ zgodnie z ówczesn± rzeczywisto¶ci± winien byæ inny napis, ten z "Piek³a Boskiej Komedii" Dantego: "Lasciate ogni speranza, voi che'entrate..." (Porzuæcie wszelk± nadziejê, wy, którzy tu wchodzicie...).
Przed Bram± katolicki kap³an z grupk± osób modli siê za dusze tych, co tu weszli, a których potem wynie¶li do pobliskiego krematorium. Razem przechodzimy przez ni±. W ró¿nych miejscach widoczne ¶lady pamiêci o tych, których wynie¶li; migotliwe ¶wiate³ka zniczy. Gdyby ka¿demu z nich zapalono lampkê, zabrak³oby miejsca dla ¿ywych, modl±cych siê za nich i ich wspominaj±cych.
Z prawej strony, pod ¶cian± kuchni obozowej, kilka znaków pamiêci – zapalonych zniczy. A przecie¿ one nie s± wstanie przybli¿yæ nam tych, ponad 800, którzy przewinêli siê przez to miejsce. Miejsce codziennej dzia³alno¶ci Haftlingskapelle, z³o¿onej z muzyków, nierzadko wirtuozów, przygrywaj±cej przemarszom wiê¼niarskich ekip roboczych. O tej wiê¼niarskiej orkiestrze Tadeusz Borowski napisa³: "Wyobra¼ sobie, graj± uwerturê do "Tancreda" i co¶ z Berlioza, i jeszcze jakie¶ tañce fiñskie takiego kompozytora, co mia³ du¿o aaa w nazwisku. Kudy Warszawie do takiej orkiestry!"
Dochodzimy do placu apelowego. Gdzieniegdzie migotliwe p³omyki,
¶wiadcz±ce o pamiêci ludzkich kolumn, postaci i numerów w pasiakach, które tu
skona³y, b±d¼ zosta³y wybrane do tego. Z prawej budka, os³aniaj±ca przed
wiatrem zimnem i deszczem dobrze ubranego nadzorcê Kaduka. W pobli¿u kilku
metrowa szyna odpowiednio wysoko wsparta, to szubienica, której pierwszymi
ofiarami by³ Pogonowski i towarzysze. Na tym placu, na szubienicy, w apelowych
kolumnach, czy poza nimi, wielu z ¿yciem siê po¿egna³o. To tu nr 16670 ojciec
Maksymilian Kolbe, zamieniaj±c swoje ¿ycie na ¿ycie ojca rodziny, wolno¶ci±
tego wyboru zaprzeczy³ s³owom nad bram± i strofie z "Piek³a" Dantego.
Zaprzeczy³ skutecznie. Ojciec rodziny, Gajowniczek, za którego dobrowolnie
poszed³ do bunkra g³odowego, prze¿y³ KL Auschwitz i wojnê.
¦ciana ¦mierciJakby zamkniête
blokami 10 i 11 oraz murem i bram± podwórko ¶mierci otoczone ¶mierci±. Z lewej
do¶wiadczano jak u¶miercaæ kobieco¶æ w kobietach. Z prawej do¶wiadczano jak
umasowiæ ¶mieræ, jak ni± dokuczyæ jeszcze ¿yj±cym, jak "przygotowaæ" podludziom
¶mieræ i jak j± uprawomocniæ.
Pod ¦cian± morze p³omyków
pamiêci. Za ¦cian± ulica i So³a, na której wówczas by³ most, miejsce wyrzucania
w nurty rzeki prochów skremowanych wiê¼niów. Przed oczami wyobra¼ni rysuje siê
scena tego Teatrum ¦mierci. Miejsce to zosta³o swoi¶cie inauguracyjnie
uczczone, bowiem w ¦wiêto Niepodleg³o¶ci Polski, dnia 11 listopada 1941 roku
dokonano tu pod t± ¦cian± Straceñ pierwszej egzekucji 151 wiê¼niów. Z prawej, po
schodkach, jakby zza kulis, prowadzone przez funkcyjnego wiê¼nia, wynurzaj± siê
nagie ju¿ przygotowane postacie. Czekaj± na swoj± kwestiê, miejsce i czas.
Funkcyjny doprowadza kolejn± parê. Esesman ma³okalibrowym karabinkiem z bliska
wymierza, strza³ jeden, zaraz potem drugi. Nastêpni. Ma³okalibrowy karabinek jest
tañszy w u¿yciu, dobrze wymierzony, z bliska, równie skutecznym jak mauzer, ale
mniej mêczy, jest l¿ejszy i nie kopie. Zdarza³y siê jednak i wyj±tki, jak ten
za spraw± pp³ka-pilota Teofila Dziamy, kawalera Srebrnego Krzy¿a Virtuti
Militari, Krzy¿a Niepodleg³o¶ci i dwukrotnego Krzy¿a Walecznych, obozowego
konspiratora wojskowego, wiê¼nia o, nrze 13578, który od oprawców za¿±da³, by
nie strzelali w ty³ g³owy z karabinku, "lecz jak do ¿o³nierzy z pistoletu i
prosto w twarz." Inni wiê¼niowie lorê zape³niaj± ju¿ cia³ami, przykrywaj± i
ci±gn± do pobliskiego krematorium. To jawi siê jakby fragment prezentacji tañca
¶mierci z XVIII w. z kro¶nieñskiej fary z realiami czasu totalizmów XX w.
"Zdrowa¶ Mario... " g³os kap³ana
przywraca obecne realia, "Wieczne odpoczywanie . . ."
Do krematorium
Opuszczamy to miejsce, jakby ulic±, miêdzy blokami
idziemy do krematorium. Bruk nierówny, bloki i topole, którym przyby³o 60 lat.
Czas znowu zanika. Wokó³ postacie w pasiakach, w masie swej bezimienne, ale
niektóre jakby znane, bli¿sze, mówi±ce sob±. Ten to chyba rtm. Witold Pilecki,
nr 4859, ochotnik do O¶wiêcimia by ¶wiatu przekazaæ prawdê o tym miejscu, by
zorganizowaæ siatkê walki, pomocy i informacji, co skutecznie zrealizowa³.
Niestety, chcia³ g³osiæ prawdê o KL Auschwitz i w aureoli peerelowskiego prawa
zosta³ zamordowany w 1948 r. Bêd±ca obok niego postaæ z nrem 1393 to Bernard
¦wierczyna, "Maks", cz³onek Wojskowej Rady Obozu, nieugiêty wojownik i dobry
duch potrzebuj±cych. A ten z nrem 77 to "Teddy", Tadeusz Pietrzykowski, który
stoczy³ walkê boksersk± z esesmanem o 2 kot³y zupy dla wspó³braci, i wygra³ je
sierpem w 7 rundzie. Mijamy siê z nrem 9855, mjrem Boles³awem Wójtowiczem,
wspó³organizatorem pierwszego wojska podziemnego – S³u¿by Zwyciêstwu Polsce i
pierwszego szefa Wydzia³u Wywiadu Ofensywnego Oddzia³u II KG SZP, pó¼niejszej
KG ZWZ-AK.
Przeszli¶my do komory gazowej. Zapalone znicze, kap³an ponawia modlitwê. Realia, ciemne ¶ciany, otwory wrzutowe Cyklonu B i ¶wiate³ka lampek.

Obok,
w migotliwym ¶wietle, widoczne piece krematoryjne, szyny, obrotnice, wózki i metalowe wysuwane z pieca ruszty, bêd±ce
koñcem doczesnej drogi skazañców. Potem to ju¿ tylko dym, popió³ i pamiêæ.
Blok ¦mierci
Wracam do Bloku 11, miejsca gdzie umasowiano ¶mieræ, gdzie ¿yj±cych jeszcze torturowano, gdzie j± uprawomocniano i przygotowywano dla wiêkszej chwa³y Trzeciej Rzeszy. Idê jakby pod pr±d. Mijam wiele du¿ych zorganizowanych grup i wiele ma³ych oraz pojedynczych osób staraj±cych siê zg³êbiæ atmosferê tego czasu i miejsca. Bardzo du¿o jest grup ¿ydowskich, w tym mundurowych, jakby policja i wojsko. Ich pilot w rozmowie stwierdza: "To wasze wielkie ¶wiêto." Uprzedzaj±c pytanie dopowiada: "Chcemy was wspomóc." Nasuwa siê retoryczne pytanie, czy¿by chcieli przej¶æ na chrystianizm, a mo¿e tylko próbuj± syntezy globalnej pseudo religii?
Po schodkach, przez salkê przygotowania na ¶mieræ, czyli rozbieralniê, korytarzem dochodzê do sali uprawomocniania ¶mierci, gdzie orzeczenia by³y niezmienne, a "sêdziowie" te¿, bowiem byli nimi wy³±cznie esesmani. Schodzê do piwnicy, do miejsca wielu ró¿nych cel, miejsca ró¿nego sposobu zadawania tortur. Nik³e ¶wiat³o i znicze w w±skim przej¶ciu zdaj± siê kojarzyæ z t³umem 600 jeñców radzieckich i 250 polskich wiê¼niów, na których po st³oczeniu ich w tej ograniczonej piwnicznej przestrzeni dokonano pierwszej próby umasowienia mordu Cyklonem B. Czas zmienia warto¶æ, a blade p³omyki zaczynaj± objawiaæ siê postaciami. Z bunkra g³odowego zdaj± siê dobiegaæ g³osy, ale nie te, co zwykle, pe³ne przera¿enia i z³orzeczeñ, ale modlitw i ¶piewów maryjnych.
Tam, bowiem umiera z dziewiêcioma towarzyszami o. Kolbe, przysz³y ¦wiêty Pañski. W pobliskiej celi, czekaj±c na nieuchronno¶æ, Antoni Szlachcic zostawia na ¶cianie ¶lad pamiêci, wyryte s³owa: "BABICE MARIA LAURA", które okre¶laj± jego miejsce urodzenia, imiê matki i pseudonim konspiracyjny. Na ¶cianie koñcowej celi g³ównego korytarza wyryta w tynku figura Chrystusa, to cela oczekiwania na ¶mieræ. Jej drewniane drzwi staj± siê tworzywem dla artystycznego przekazu drogi ¿yciowej jednego z ostatnich jej wiê¼niów, cichociemnego ppor. WP AK Stefana Jasieñskiego, "Urbana".
Wychodzê. Opuszczam to miejsce koncentracji ¶mierci. Miêdzy blokami, miêdzy zniczami wychodzê poza Bramê Arbeit Macht Frei, poza strofy Dantego, by dalej przekazaæ, ¿e ka¿dy tylko w³asnym wyborem daje sobie wolno¶æ lub zniewolenie, ¿e "Niech ¿ywi nie trac± nadziei, a kiedy przyjdzie chwila niech na ¶mieræ id± po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec".
Oddalam siê, a za mn± pozostaje ³una z p³omyków Postaci.
O¶wiêcim w listopadzie 2001 roku Andrzej Szydlik