Rzeźbiarz legionistą
Artystycznie wyżywał się w
rzeźbie, płaskorzeźbie i oczywiście medalierstwie, czym w sposób szczególny
zasłużył się dla sprawy legionowej. Stworzył kilkaset plakiet i medali
związanych z Legionami, jak również wiele pomników dot. powstań śląskich,
Legionów, czy postaci wielkich polskich patriotów.
- Legionowe
wspomnienia artysty rzeźbiarza Jana Raszki
- - Wojna
- - Na
Wołyniu
- - W
Baranowiczach
- - W
Warszawie
Niewątpliwie Jan Raszka był bardzo ciekawą postacią i to podwójnie ciekawą. Świadczą o tym zarówno koleje jego losu – bardzo urozmaicone, jak i jego pęd do odkrywania świata – do wiedzy. Jako gimnazjalista bowiem zainteresował się wyrzuconym z pociągu samouczkiem do nauki języka włoskiego, gdyż chciał więcej wiedzieć o „Talianach”, o których wspominał mu ojciec, były żołnierz austriacki. Natomiast będąc studentem nauk plastycznych w Wiedniu zgłosił do urzędu patentowego wniosek patentowy na urządzenie żyroskopowe do równoważenia rowerów względnie motocykli. Patent został udzielony. Co nie przeszkadzało mu interesować się również hinduskim mistycyzmem. Równocześnie jednak, kiedy już po studiach zaoferowano mu pracę w wiedeńskiej mennicy, bądź nauczanie rysunku na Politechnice Lwowskiej to wybrał Paryż i objazd po Europie.
Jan Raszka urodził się 2 maja 1971 r. w Ropicy na Zaolziu, jako drugi syn Jana i Marianny Raszka z domu Kisza. Miał dwóch braci i cztery siostry. Była to rodzina polska, z tradycjami, wyznania ewangelickiego. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Pudłowie i w Boguminie, gdzie w pobliskim Rychwałdzie ojciec był dróżnikiem. Ten właśnie okres, kiedy pobierał pierwsze nauki a równocześnie pomagał ojcu w jakże odpowiedzialnej pracy dróżnika ukształtował jego charakter i zmysł obserwacyjny, kiedy w wolnych chwilach podpatrywał przyrodę.
W 1992 r. zdał maturę w Cieszyńskim gimnazjum, gdzie jako członek organizacji „Jedność”, włączył się w nurt walki z czechizacją a równocześnie dał się poznać arcyksięciu Eugeniuszowi Habsburgowi, jako utalentowany, początkujący, samouk rzeźbiarz. W tymże samym roku dostał się do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, nie pokazując listu polecającego, jaki otrzymał od urzędnika Komory Cieszyńskiej z polecenia arcyksięcia Eugeniusza. Przez przypadek zapisał się na malarstwo, które ukończył po 5. latach, poczym przeniósł się na wydział rzeźby, którą uważał za swoją sztukę a jednocześnie przyswajał sobie technikę medalierstwa.
Już w czasie studiów zdobył wielkie uznanie, jako artysta. Bez mała stał się nadwornym rzeźbiarzem Habsburgów, kiedy jednak członkowie komitetów budowy różnych pomników z różnych miast Austrii zażądali, by na wykonanym dziele podpisał się po niemiecku przez „sch”, mimo wielkiej chęci realizowania zamówienia, odmówił jego wykonania. Czuł się Polakiem w wielonarodowym państwie, jakim było c. k. Austro-Węgry.
Ostatecznie po znaczących i docenionych pracach na terenie Austrii, gdzie m. in. wykonał w rzeźbie konny portret cesarza Franciszka Józefa I, i realizacji paru prac w Krakowie, przenosi się w 1902 r. do Krakowa. Zatrudniony tam został jako rzeźbiarz przy restauracyjnych pracach na Wawelu. Tegoż roku, drogą konkursu zostaje wykładowcą rysunku i rzeźby na Wydziale Przemysłu Artystycznego w Wyższej Szkole Przemysłowej w Krakowie. Staje się pedagogiem równocześnie uprawiając rzeźbę i płaskorzeźbę. Zarówno w swej pracy artystycznej, jak i pedagogicznej jest pełen inwencji i bardzo odkrywczy. Jego prace cechuje doskonała znajomość tematu i realizm, bowiem zawsze pracuje korzystając z modeli.
Całą jego twórczość można czasowo podzielić na cztery etapy: okres wiedeński, krakowski, wojenny i międzywojnia. Artystycznie wyżywał się w rzeźbie, płaskorzeźbie i oczywiście medalierstwie, czym w sposób szczególny zasłużył się dla sprawy legionowej. Stworzył kilkaset plakiet i medali związanych z Legionami, jak również wiele pomników dot. powstań śląskich, Legionów, czy postaci wielkich polskich patriotów. Wysoko cenione są również jego dzieła o wymowie religijnej, której podstawy czerpał z dobrej znajomości Starego i Nowego Testamentu, jaka cechuje ewangelików.
W okresie międzywojnia, zostając dyrektorem Szkoły Przemysłu Artystycznego (1922), poczynił starania, by podnieść jej rangę i uczynić ją Państwową Szkołą Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego. Można powiedzieć również, że swoją działalnością pedagogiczną, organizacyjną i społeczną, jako członek a nast. prezes Związku Plastyków w Krakowie przywrócił i nadał rzemiosłu artystycznemu, lub, jak kto woli zdobnictwu, rangę sztuki. Brał udział w wielu międzynarodowych wystawach, gdzie ujawniały się jego rozległe umiejętności, jako: artysty, pedagoga, organizatora i wielobranżowego artysty-rzemieślnika. Na emeryturę poszedł w 1932 r., co zaowocowało u niego m. in. monumentalnymi rzeźbami przed gmachem AGH w Krakowie (1935), niestety nieco zmienionymi w okresie Peerelu, wielkimi płaskorzeźbami na budynku UW w Katowicach oraz ostateczną realizacją swojego młodzieńczego jeszcze zamierzenia a wielkiego dzieła, jakim jest pomnik Czwartaków.
W latach okupacji nie mógł swobodnie wykonywać swojego zawodu ograniczył się do wykonywania przyjaciołom plakietek w gipsie lub plastelinie a jedynie dla PCK zaprojektował obrączkę celem pomocy polskim jeńcom wojennym. Zmarł 23 listopada 1945 w Krakowie. Wyróżniony został m. in. Krzyżem Oficerskim francuskiego Orderu Legii Honorowej za polską ekspozycję na paryskiej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej (1925), Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta i Medalem Niepodległości.
Po sobie zostawił również pamiętnik, czy może tylko wspomnienia w pięciu rękopiśmiennych brulionach, nie nadając im tytułu. Z ich treści można wywnioskować, że zaczął je zapisywać najpóźniej w 1935 roku a czynił to na życzenie Muzeum Narodowego. Zapewne krakowskiego, choć jest duże prawdopodobieństwo, iż robił to dla cieszyńskiego, które również potrzebowało pieniędzy na utrzymanie i rozbudowę, bowiem ogromna biblioteka (15 tys. woluminów) ks. Leopolda J. Szersznika, przekazana Cieszynowi (1802) wraz z utworzonym przez niego muzeum, z braku pomieszczenia mogła ulec zniszczeniu. Brak niestety dokumentu świadczącego o fakcie przekazania przez Jana Raszkę tych pięciu brulionów. Faktem jest natomiast, znajdują się one w publicznej bibliotece, jaką jest Książnica Cieszyńska, powstała w 1994 r., i której rdzeniem jest zbiór biblioteczny ks. Leopolda J. Szersznika.
Tam właśnie na wystawie Cieszyńscy Legioniści w lipcu 2004 r. zauważyłem jeden z pięciu rękopiśmiennych brulionów artysty. Zwróciłem na niego uwagę, bowiem znana mi jest kopia maszynopisu Pamiętnika artysty rzeźbiarza Jana Raszki, który jest w posiadaniu córki autora pani Danuty Bieleckiej. Maszynopis ten najprawdopodobniej został przepisany z wieloma błędami i opuszczeniami autorskich zaznaczeń akapitów z Brulionu I wg mojego własnego oznaczenia. Pozostałe bruliony, celem uporządkowania własnej dokumentacji, również oznaczyłem cyframi od II do V. Brulion I, będący jakby podsumowaniem poprzednio napisanych, pomija wiele szczegółów, znajdujących się w pozostałych brulionach. Do poniższego fragmentu Pamiętnika wykorzystałem Bruliony I do IV, wzajemnie wzbogacając ich treść poprzez zestawienie całych akapitów autorstwa Jana Raszki. Równocześnie celem zaszeregowania treści tego fragmentu pamiętników, pozwoliłem sobie nadać tytuł i podtytuły. Również mojego autorstwa są przypisy, których obszerność przez wielu czytelników może być uznana za niepotrzebna i słusznie. Kierowałem się jednak faktem, iż dla obecnie wchodzącego w życie pokolenia opisane tam wydarzenia stanowią odległą historię, której zarówno klimat jak i same wydarzenia były i są poza programem nauczania. Niestety nie wszystkie występujące tam postacie mogłem opisać. Wdzięczny będę jeśli czytelnicy mnie wspomogą. Wypada mi również dodać, że moje zainteresowania tym tematem wynikają z racji członkostwa w Społecznym Komitecie Odbudowy Pomnika Legionistom Bohaterom Ziemi Cieszyńskiej, który został odsłonięty w 1934 r., oczywiście dłuta Jana Raszki. Nasz Komitet planuje, iż jego ponowne odsłonięcie nastąpi jesienią 2006 roku.
Oświęcim, w listopadzie 2005 roku Andrzej Szydlik
Wracałem z
uroczystości odsłonięcia swojego pomnika w Kielcach. Muzyka, chóry,
przemówienia jeszcze
mi szumią w głowie a szyki barwnej defilady
snują mi się przed oczyma. Jeszcze raz rzucam okiem na obszerny plac P.W.,
gdzie na tle niedalekich zielono-fioletowych gór odbijają się potężne postacie
stworzonej przeze mnie Czwórki Legionowej[1] (Ryc.
1), tak jak przed 24 laty, gdy Legiony czwórkami wkraczały do Kielc, pochłania
mnie ulica i tłumy narodu. A gdy się tak w zamyśleniu powoli naprzód posuwam
słyszę ponownie jakiś głos, lecz nie jest to już, ani znany głos wojewody, ani
jenerała, lecz mowa jakby spływająca z przestworzy, pływają słowa,
rozbrzmiewają nazwiska i nazwy tak mi jakoś znane i bliskie, bo to właśnie radio
podaje światu wieść o przyłączeniu Zaolzia z powrotem do ziemi macierzystej[2]. (Ryc. 2)
Padają nazwy
Bogumina, Orłowej, Frysztatu, Cieszyna, Trzyńca, Jabłonkowa, które to nazwy
dziwnie się łączą z moją przeszłością a ta przeszłość znów dziwnie się splata z
obecną chwilą. Czuję się jakby uniesiony jakąś tajemniczą siłą w przestworza i
stamtąd oglądam wszystkie te miejscowości a z nimi obrazki z lat moich
dziecięcych, chłopięcych i akademickich i nie wiem czy mnie unoszą tłumy, czy
mnie unosi fantazja, czy jakaś dziwna mara.
Do Grand Hotelu, gdzie się miałem
spotkać z rodziną, dostałem się raczej jak we śnie a dopiero oklaski, którymi
mnie przywitano na sali, obudziły mnie z tego snu. Te oklaski i to
niespodziewanie sympatyczne przyjęcie tak mnie zaskoczyło, że w pierwszej
chwili nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Podziękować
jakimś zwykłym frazesem byłoby w tak
nastrojowej chwili czymś zbyt banalnym a opowiedzieć, co właśnie przeżyłem i w
duchu tam gdzieś z góry oglądałem, na to nie
byłbym znalazł w tej chwili odpowiednich słów, a opowiedzieć coś z
historii powstania pomnika to również długa i trudna sprawa, gdyż pomysł
uwiecznienia Czwartaków zrodził się u mnie jeszcze na ławie szkolnej. Widziałem
w oczach tam obecnych niejedno zapytanie, lecz odpowiedź pozostałem winien.
Posłałem całemu towarzystwu, niemy ukłon i siadłem przy rodzinie z poczuciem,
że ten dług będzie jednak trzeba kiedyś spłacić i dać odpowiedź na te nieme
pytania.
Te nieme pytania nie były
odosobnione, gdyż jakichś pięć lat temu zwrócił się do mnie Komitet Budowy
Muzeum Narodowego z prośbą o notatki z mojego życia, miał bowiem zamiar wydania
takich pamiętników na dochód na budowę Muzeum.[3]
Zacząłem zbierać i notować te
wspomnienia, ale na tym się rychło skończyło, gdyż przyszły inne poważne
zamówienia. Tylko w chwilach dłuższego wypoczynku przeszukiwałem stare
korespondencje i stare gazety, by ustalić pewne terminy moich prac i pewne daty
moich rozmaitych przeżyć, które sobie przy pogadankach z rodziną i bliższymi znajomymi
przypominałem.
W roku 1914 ponownie zapadłem na ciężkie zapalenie stawów i
miałem wziąć dłuższy urlop na leczenie, gdy w tem wybuchła wojna. O wyjeździe
za granicę już mowy nie było i pojechałem do rodziny na Śląsk a później pod
Wiedeń. Skoro tylko przyszedłem trochę do siebie zacząłem się zastanawiać,
jakby przysłużyć się sprawie legionowej.
Centralne Biuro
Wydawnictw, które wtedy znajdowało się już w Wiedniu, zamówiło u mnie medal Piłsudskiego[4] na dochód legionowy (ryc. 3). Przeniosłem się do Wiednia,
zostałem przewodniczącym Komisji Dochodowej „Gospody legionowej” i starałem się
dochody te rozmaitymi sposobami powiększyć. Jeden pomysł mi się nawet nieźle
udał. Sporządziłem rodzaj tablicy pamiątkowej z alegorią w środku. Tło
pociągnąłem plasteliną i podzieliłem je na pola po centymetrze kwadratowym.
Przy najbliższym uroczystym wieczorku zostali goście zaproszeni by na tej
tablicy swe nazwiska na pamiątkę wyryli rysikiem na sposób starogrecki, płacąc
na dochód „Gospody” po koronie[5] za jeden kwadracik. Tablica się spodobała i jeszcze tego
samego wieczora mieliśmy ok. 1000 koron dochodu. Po zapełnieniu wszystkich tych
pól tablice miały być odlane w brązie. Najbardziej udał nam się prezydent Leo[6], który swoje krótkie nazwisko postawił z takim rozmachem,
że zajął od razu 100 kratek.
Pani Dębska sekretarka komisji urządzała zaś koncerty i
inne tym podobne imprezy.
Przy tych zajęciach wróciłem powoli całkiem do zdrowia,
lecz im lepiej się czułem fizycznie, tym więcej zacząłem odczuwać jakiś dziwny
niepokój psychiczny. Zacząłem się zastanawiać jakby się przysłużyć sprawie
legionowej. Historia powstania i obrazy Grottgera[7] nie dały mi spokoju. Rozumowałem, że cała ta moja praca
nie jest bez pożytku, ale równocześnie wyczuwałem, że moje miejsce nie jest
tutaj.
Moje marzenia legionowe datowały się jeszcze z pierwszych
lat gimnazjalnych. Miałem kolegę Karola Schwarza, syna Niemca, zaś jego matka
pochodziła z polskiej rodziny powstańców. Kolega Schwarz opowiadał mi zawsze z
takim zapałem o polskich powstaniach i o bohaterskich czynach legionów[8], wyśpiewując mi rozmaite pieśni[9] a przede wszystkim zaś Walecznych
tysiąc, że to zawsze na mnie działało, jak jakieś wezwanie z innego
tajemniczego świata. A gdy się formowały Legiony moją pierwszą myślą było
dostać się jakoś do Czwartego Pułku.
Wróciłem do Krakowa i zgłosiłem się do Legionów, ale wtedy
sprawa nie była już taka prosta[10] i nic nie pomogła nawet ta okoliczność, że przy normalnym
przeglądzie zostałem uznany za niezdolnego. Dopiero generał Puchalski[11] poradził mi wnieść podanie do Głównej Komendy Armii o
przyjęcie mnie do Kwatery Prasowej i przydzielenie mnie do Komendy Legionów.
Musiałem jeszcze długo czekać i próbne roboty wysyłać, lecz udało się.
Nareszcie przyszedł rozkaz i mogłem wybrać się do Legionowa[12]. Wyjeżdżając z Krakowa spotkałem już w wagonie dyrektora
Juliana Fałata[13], który się wybierał w tę samą drogę, jechaliśmy razem.
Z końcem maja 1916 r. znalazłem się w Legionowie (Ryc. 4).
Dziwna rzecz, o ile od chwili wybuchu wojny czułem stale jakiś niepokój, jakiś
stały prawie fizyczny ból, co
przypisywałem chorobie serca, to tutaj jakby ręką odjął,
wrócił mi zupełny spokój. A może zdziałał to nastrój, który tu panował. Był to
okres względnego spokoju na całym froncie i jakkolwiek starszyzna miała miny
raczej poważne i zatroskane, gdyż była odpowiedzialna nie tylko wobec Głównej
Komendy, lecz wobec narodu, to brać legionowa młodsza była pełna humoru a
prostych legunów trzymały się ciągle jakieś małe figle, gdyż trzeba było sobie
ten czas bezczynny jakimś sposobem wypełnić.
Przyjęcie w Komendzie było bardzo sympatyczne, generała
Puchalskiego i niektórych oficerów już znałem a innych znał Fałat. W menaży[14] było wprost wesoło. Opowiadano dużo rozmaitych kawałów a
jednego figla urządzono nam jeszcze tej samej nocy. Dostaliśmy kwatery w małej
chłopskiej chałupie. W jednym rogu sporządzone było legowisko z gałęzi, słomy i
siana a w drugim stało żelazne łóżko. Po kolacji, która się dość długo
przeciągnęła zagarnąłem jako młodszy owe legowisko, a Fałat łóżko, z drucianą
siatką. Zasnąłem prędko, ale rychło też się obudziłem. Słyszę jak mój towarzysz
wstaje, ściąga swój płaszcz i narzuca na łóżko. Zasypiam znowu, ale i na nowo
budzę się, gdyż zbiera mój sąsiad jakieś części garderoby i dodaje do płaszcza
i tak już aż do rana, przy czym słyszę jak się trzęsie z zimna, gdyż była to
wczesna wiosna. Dopiero rano sprawa się wyjaśniła. Na drucianej siatce była
tylko lekka derka narzucona tak, że mój towarzysz zmarzł z dołu, pomimo, że się
coraz cieplej przykrywał z góry. Mnie było dostatecznie ciepło i bardzo
współczułem Fałatowi. Figla spłatał nam nasz ordynans, niedoszły akademik.
Zrozumieliśmy i wcaleśmy się nie dziwili, gdy się rano
ordynans specjalnie interesował, jak się panu dyrektorowi spało. Zresztą
podziwiałem potem jeszcze nie jeden raz wytrzymałość i dobry humor Fałata,
który malował cały dzień a wieczorem toczył jeszcze w menaży długie, bardzo
ożywione dyskusję z Komendą. Zjechał wtedy biskup Bandurski[15], Zieliński[16] i książe Lubomirski[17], więc były poruszane najrozmaitsze zagadnienia, któreśmy
jeszcze po menaży przy księżycu omawiali. Miałem sposobność wyjaśnić niejedno z
naszego życia w kopalniach i hutach na Śląsku.
Skorzystałem też z tej okazji, by brygadiera[18] Zielińskiego zagadnąć o ewentualne pozowanie, ale źle
trafiłem i zrozumiałem, że z porozumieniem nie będzie tak łatwa sprawa, gdyż inter arma silent Musae[19], że będzie się trzeba uzbroić w wielką cierpliwość i
obmyślić niejeden sposób ataku na moje przyszłe ofiary. Dałem spokój i ta
sielanka nie trwała zresztą już długo. Już na drugi dzień słyszymy hałas i
turkot aeroplanu. Okazuje się, że to Moskale ostrzeliwują nasz obóz. Od razu
odpowiada karabin maszynowy i cały pluton a aeroplany nawracają. Zrobiłem
pierwszy mój szkic. Był to ciekawy obrazek, gdy na porannym niebie od szrapneli
wyskakiwały okrągłe kółka białych chmurek, lecz jakiejś większej szkody nie
było na szczęście. Byli ranni w barakach sanitarnych i zapowiedź, że zanosi się
na nową jakąś akcję.
Omówiłem plan robót z panem komendantem i zacząłem od jego
medalionu. Podobiznę pana Piłsudskiego wykonałem już przedtem. Skoro skończyłem
medalion generała Puchalskiego i dra Rogalskiego[20], postanowiłem dostać się do Czwartego Pułku, gdyż dla mnie
był ten pułk w pieśniach i fantazji jako dalszy ciąg Czwartaków z dawnych
powstań. Nareszcie miało się to moje życzenie spełnić.
Wybrałem się pod Optowę[21] przez pola i lasy, a towarzyszył mi huk armat. Wychodzę z
lasu na jakąś polanę a tu z hukiem i trzaskiem wylatuje przede mną ziemia, lecą
grudy na mnie, zatrzymuję się, trochę to mnie ogłuszyło, lecz gdy znów
oprzytomniałem słyszę gdzieś z daleka muzykę. W pierwszej chwili myślałem, że
to złudzenie. Rozglądam się dookoła, nie widzę żywej duszy, ale z
przeciwległego lasu dochodzi mnie najwyraźniej muzyka, tak jak z odpustu w
Rychwałdzie[22], nie ma co, trzeba dalej ruszać. Wchodzę znowu w las,
trąby odzywają się coraz głośniej aż nareszcie wyłaniają się przede mną
namioty, wojsko i widzę malowniczy obraz.
W głębokim lesie obok schronów pod wysokimi drzewami kołem
stały ławki i stoły a za stołami cały korpus oficerski przy obiedzie. Do obiadu
zaś przygrywa muzyka, jak na wielkich manewrach. Armaty dalej grają, raz
Moskal, raz „młody” Durski[23]. Myślę sobie, nie wypada przeszkadzać, ale na szczęście
zauważył mnie z daleka ks. kapelan Konopka[24], który mnie jeszcze znał z medalierstwa. Podszedł do mnie,
zabrał mnie i przedstawił pułkownikowi Roi[25] oraz całej Komendzie. Czułem się zaraz jak u starych
znajomych albo raczej jak u Homera, gdyż zaraz po czarnej kawie wystąpił
śpiewak i pięknym doniosłym głosem zaczyna opiewać dzieje Czwartego Pułku i
jego komendanta.
Nikomu nie przeszkadzało, że tymczasem moskiewskie kule
armatnie świstały i huczały nad lasem, na co im siarczyście zaraz odpowiadał
młody Durski. Słyszałem, jak jeden z oficerów dyskretnie zwracał uwagę, gdy
uderzenia były coraz bliżej, że Komenda powinna właściwie siedzieć w schronie,
ale pułkownik ani drgnął. W pewnym momencie jednak cała kanonada nagle urwała i
zrobiła się spokojna cisza a piewca dziejów pułku mógł już spokojnie przy
akompaniamencie lutni dokończyć swoją epopeję.
Z poobiedniego wypoczynku skorzystałem by zabrać się zaraz
do plakiety pułkownika Roi i oczywiście nie było to spokojne modelowanie, lecz
praca z ciągłymi przerwami.
Z dawniejszych czasów moich kontaktów z oficerami
wiedziałem, że pułkownik w armii ma specjalne stanowisko ze szczególną
odpowiedzialnością, ale czym pułkownik właściwie może rzeczywiście być
dowiedziałem się dopiero u pułkownika Roi. Był on żołnierzem, który wcale nie
pyta tylko działa. Jednak on pierwszy zrozumiał, że podczas wojny i sztuka ma
swoje znaczenie, że czyny bohaterskie prędko by przebrzmiały, i gdyby ich
sztuka nie utrwaliła potomność nie miałaby możliwości zapalać się na nich do
nowych czynów zwycięskich bojów.
Wiedziałem, że komendant pułku ma swoje całkiem specjalne
znaczenie, gdyż od typu i charakteru pułkownika zależy typ całego pułku.
Studiowałem też Roję ze specjalną uwagą, gdyż był on uosobieniem tych tradycji
- czego przykład widziałem od razu podczas pierwszego seansu. Jak jego
otoczenie słucha nie tylko jego rozkazów, ale stara się odgadnąć jego myśli.
Zrobił się gorący dzień i jeszcze podczas czarnej kawy zauważył Roja tak
mimochodem, że dziś dobrze by zrobiło się kąpać. Podczas modelowania spozieram
to tu, to tam, by zobaczyć, co się też w takim obozie dzieje i naraz zauważam
ciekawy obrazek. Porucznik saperów ze swoimi ludźmi krząta się opodal wielkiego
drzewa. Rozwijają namiot koło tej sosny, windują beczkę do góry i coś tam
jeszcze znoszą. Jestem ciekawy, co z tego będzie, lecz nim się domyśliłem,
podchodzi porucznik i melduje posłusznie, że kąpiel gotowa z natryskiem! Bardzo
mi ten pomysł i jego precyzyjne wykonanie zaimponowały, a pułkownik był
wzruszony.
Po seansie pomaszerowałem do okopów, gdzie na odcinku
kapitana Szerauca[26] odebrałem z jego rąk maciejówkę[27] na znak, że zostałem przyjęty w poczet braci legionowej,
która to mała ceremonia została odpowiednio zakropiona. Poczęstunek taki
rzetelnie mi się należał, gdyż tę moją wyprawę po maciejówkę omal nie
przypłaciłem aresztem albo czymś gorszym.
Otóż na front przyjechałem w mundurze mniej więcej
wojskowym, ale w dżokejce, co zresztą według przepisów Kwatery Prasowej było w
porządku, nie chciałem bowiem uzurpować sobie prawa noszenia munduru
legionowego póki nie będę miał po temu wyraźnego upoważnienia ze strony naszej
Komendy[28]. Wędrując w dżokejce z Legionowa pod Optowę natknąłem się
w drodze na austriacką baterię. Obsługa widocznie zgorszona moim cywilnym
wyglądem rzuca się zaraz z karabinem na mnie i chce mnie aresztować wołając
„Halt!” i coś ni to po polsku ni to po niemiecku raz i drugi raz - dopiero po
trzecim razie orientuję się, że to węgierskie "Tilos a bemenet" i drę
się z mojej strony "Ho van Legiony hat kerem?"[29] i to mnie uratowało. Pochlebieni, że odzywam się do nich
po węgiersku, uważając widocznie, że to najnowszy fason munduru legionowego,
puścili mnie i wskazali nawet drogę do czwartego pułku. Przydało mi się tych
parę słów węgierskiego, których się swego czasu na wystawie w Budapeszcie
nauczyłem.
W pułku spotkałem po dłuższym czasie i Galicę[30], którego znałem z przemysłówki gdzie wykładał na
melioracji a na pauzach umiał opowiadać pyszne gadki góralskie a pomiędzy innymi
i o chrystusikach, przy czym sam wyglądał ze swoja brodą, jak chrystusik.
Obecnie zaś ogolony i dobrze odżywiony mógł w swoim mundurze każdego pruskiego
oficera zakasować. Od pozowania jednak stronił, dopiero w Warszawie dał się
uprosić. I tak miałem prawie z każdym modelem jakąś przeprawę i trzeba było
rozmaitych forteli używać, aby coś dla wieczności zrobić.
Galica za to zajął się odznaką dla czwartego pułku. Bardzo
byłem rad, że mogłem przyczynić się do skomponowania odznaki Czwartego Pułku.
Obmyśliłem cztery szable, których cztery kabłąki wyglądały, jak cztery czwórki
na krzyż i stały się podobne do znaku ognia a z grubsza wycięte z blachy
zrobiło się to podobne do swastyki[31]. Ponieważ zaś pułkownik Roja interesował się plastyką,
więc pomysły nasze zupełnie się zgadzały i została swastyka.
W ogóle w pułku panował ożywiony ruch artystyczny. Opiewał
go Orkan[32], szkicował Gotlieb[33], fotografował Mucha[34], a legioniści fabrykowali z brzozy rozmaite orły i inny
ornament, którymi zdobili kwaterę swej Komendy. Spotkałem też i Gedliczkę[35], który znakomite studia braci legionowej ołówkiem chwytał.
Poznałem go jeszcze przed wojną, gdyż zdawał u mnie państwowy egzamin na
profesora rysunków. Wiedziałem, że jest wybitnym i bardzo subtelnym malarzem,
lecz nie widziałem u niego prac dekoracyjnych, więc też o nim przy początkach
organizacji szkoły nie myślałem. Ale złożyło się tak, że w roku 1920 zgłosiłem
się do służby wojskowej i zostałem przydzielony do propagandy, mianowicie jako
zastępca przewodniczącego sekcji plastyków. Projektowaliśmy propagandowe
afisze, które do wykonania przyjmowano drogą konkursu. Pewnego dnia zjawił się
Gedliczka i machnął afisz antybolszewicki z taką dekoracyjną werwą, żeśmy z
podziwu wyjść nie mogli i od tej chwili miałem go na oku. Sam komponowałem w
tym czasie rozmaite odznaki.
Fałat szkicował i malował okoliczny pejzaż, towarzyszyłem
mu w wolnych od plakiety chwilach i wreszcie sam się do akwareli zabrałem. Raz
dotarliśmy aż do słynnych poleskich borów, gdzie to potężne drzewa wyrastają z
czarnych moczarów, na których tle cudownie się odbijają barwne kępy dzikiego
kosaćca, w górze zaś brzęczą roje pszczół koło swoich uli ze złocistym miodem.
Brakowało tylko kudłatego misia, któryby się po te słodycze wspinał, ale za to
znalazły się żółwie, które potem jeszcze ordynans jakiś czas hodował. Nie
dziwię się, że mistrz Fałat miał do swojej rodzinnej ziemi taki sentyment i do
niej zawsze tęsknił.
Dziwny i tajemniczy był dworek pod Miryniem[36], gdzie rezydował major Fleszar[37] twórca 7. pułku. Dużo tu podczas posiedzeń dyskutowano i
politykowano, ale najbardziej utkwiła mi w pamięci rozmowa, którą pan major
prowadził ze swoim kolegą na temat samego Naczelnika, przy czym Fleszar o swym
wodzu wypowiedział mniej więcej następujące zdanie: " Naczelnik uważa za
swój punkt honoru - wdzięczność dla swoich współpracowników i dobrą pamięć o
nich. Pan Naczelnik starał się zawsze przy swoich pracach organizacyjnych
zjednać ludzi najzdolniejszych i najinteligentniejszych, jednak sprawie
ojczyzny nie zawsze przysługiwali się ci najinteligentniejsi, lecz raczej ci,
co w każdej chwili byli gotowi zaryzykować życie i tym należy się przede
wszystkim jego pamięć i jego wdzięczność.”
Lecz niedługo miało być naszego bytowania w Legionowie.
Zaczęło się od małej przygrywki, która stała się jedną z chlubnych kart dziejów
Roi. Byłem właśnie u niego i kończyłem plakietę, siedzieliśmy wieczorem dość
długo, gdyż męczył go reumatyzm i nie miał żadnej ochoty pójść spać. Było już
późno, pożegnałem się i poszedłem do mojej ziemianki.
Nad ranem budzi mnie jakiś ożywiony ruch w obozie i
dowiaduję się, co się stało.
Otóż pan pułkownik pożegnawszy się ze mną zaczął
telefonować na swój odcinek, by skontrolować, co się tam dzieje, a gdy zamiast
znajomego głosu telefonisty usłyszał jakiś zgiełk i rumor zrozumiał, że jest
coś tam nie w porządku. Zmobilizował na prędce swoich najbliższych druhów i
popędził tam na miejsce, dążąc na czas. Otóż pokazało się sąsiadujący z
Legionami czeski pułk wycofał się, a na jego miejsce Moskale zaczęli się pchać
do okopów. Roja zdążył jeszcze na czas, by ich w ostatniej chwil wstrzymać i
wyrzucić. Najbliższy rozkaz dzienny brzmiał bardzo efektownie, bo na całym
froncie był spokój a tylko Legiony odznaczyły się, dając dowód swej
nadzwyczajnej czujności.
Właśnie kończyłem plakietę szefa sanitarnego dra
Rogalskiego a Fałat szkicował nas obydwóch, gdy od nalotu aeroplanów
rosyjskich, które ostrzeliwał pluton ze zwykłych karabinów, zaczęła się
ofensywa pod Łuckiem[38], a potem były wielkie huraganowe ognie.
Dalszą pracę mogłem kontynuować dopiero pod Piaseczną[39]. Po krótkiej wyprawie do Kozienic, gdzie pozował mi
brygadier Zieliński, bardzo oryginalny typ i ciekawy człowiek. Brygadier
Zieliński długo się ociągał a zgodził się dopiero wtedy, gdy zameldowałem, że
mam rozkaz Głównej Komendy Prasowej, aby zasłużonych komendantów potomności w
brązie przekazać. Taki meldunek okazał się skuteczniejszym od wszelkich długich
pogwarów i argumentów. Chciał mnie brygadier odstraszyć jeszcze tym, że
pozowanie zapowiedział na 6. rano, lecz gdy widział, że niczym nie dam się
zrazić, wziął rzecz z humorem jemu właściwym i udało mi się zrobić z nim jedną
z najlepszych plakiet.
Spotkałem się tutaj z Sichulskim[40], który nieustannie zbierał materiał do swoich pysznych
karykatur. Moje zadanie nie było tak proste, jakby się zdawało, bowiem
aczkolwiek, w Legionach było w sporo ciekawych typów, a sama robota była
urozmaicona, to jednak zdobywanie modeli wymagało dużo cierpliwości. Z jednej
strony była zasadnicza kwestia I a II Brygady[41], z drugiej zaś strony trzeba było przestrzegać pewnego
porządku według starszeństwa. A tu jedni byli służbowo przeszkoleni, a drudzy
uważali, że im nie wypada, bowiem uważali, iż medalem czy plakietą można uczcić
tylko wodzów lub marszałków. U brygadiera Zielińskiego musiałem wprost się
powołać na rozkaz Kwatery Prasowej a Szeptycki[42] i Belina[43] dość długo ociągali się a ulegli dopiero namowom
otoczenia.
Z początku nosiłem się z zamiarem prowadzenia dziennika z
tego nowego okresu, gdyż przewidywałem, że będę miał do czynienia z bardzo
ciekawymi ludźmi, i że pogadanki z nimi podczas seansów mogą być bardzo
interesujące. Lecz zaraz przy moim pierwszym przejeździe z frontu do Krakowa
zostałem na granicy zrewidowany i dałem spokój. Tajne papiery, jakie miałem
przy sobie, przewiozłem wprawdzie szczęśliwie, ale czułem, że byłoby mi trochę
nieprzyjemnie, gdyby jakieś prywatne rozmowy dostały się w niepowołane ręce.
Pod Piaseczną zaglądałem do Beliny, lecz tam byli wtedy w
takim gorączkowym ruchu, że o portretowym modelowaniu mowy być nie mogło, za to
udała mi się dobra plakieta ułana.
Niedaleko Piasecznej stał pod Dubniakami Pierwszy Pułk i
tam się teraz wybrałem. Oczywiście szło się znowu przez pola i lasy a po drodze
spotkałem obywatela legionistę, lecz bez wszelkich oznak, zdążającego w tym
samym kierunku. Z wyglądu robił wrażenie wyższego oficera, więc zasalutowałem i
chciałem iść dalej, tymczasem on mnie zatrzymał. Gadało się o tym i o owym,
lecz byłem mocno zaskoczony, gdy naraz zapytał mnie, dlaczego nie objąłem
katedry rysunku i modelowania na Politechnice. Teraz dopiero się zorientowałem,
że to może być tylko Sosnkowski[44], a gdyśmy dotarli pod Dubniaki okazało się, że jest tak
rzeczywiście. Wiedział już, po co przyszedłem i chętnie pozował.
Właściwie byłem w drodze do komendanta Piłsudskiego,
którego wizerunek chciałem dociągnąć, lecz niestety już go nie zastałem i
mogłem go skończyć dopiero w Warszawie. Na terenie Pierwszej Brygady był inny
nastrój i żywo stanęły mi przed oczyma wrażenia, jakie więcej jak dziesięć lat
temu wyniosłem z czasu wiecznych pogadanek u państwa Piłsudskich na ulicy
Topolowej. Gdy jego samego modelowałem już później w Warszawie byłem świadkiem,
jak ze swym otoczeniem prowadził dyskusję na temat konstytucji, jaką będzie
musiała mieć przyszła Polska a specjalnie jak będzie musiał wyglądać zarząd
wsi. Wtedy uświadomiłem sobie jak głęboko musi być komendant przekonany o
rychłym odrodzeniu Polski, kiedy już w takie szczegóły jej przyszłej
konstytucji wchodzi.
W Piasecznej doszło do swego rodzaju ruchawki ułanów, którą
to sprawę jednak umiał Szeptycki przedstawić swemu generałowi Bernhardiemu[45] jako ćwiczenie względnie manewry. Na pamiątkę załagodzenia
tego incydentu wykonałem plakietę z ułanem, która potem została mu wręczona.
Pan jenerał Szeptycki miał w ogóle niejedną zasługę w łagodzeniu rozmaitych
zajść pomiędzy Legionami a Główną Komendą austriacką a później niemiecką, o
czym może mało kto wie.
Zjawili się tam też i skauci. Podziwiałem ich młodzieńczy
zapał i podziwiałem ich, jak zaczęli starszych legunów w trudnej pracy
wyręczać. Żołnierze chodzili sypać okopy. Była to ciężka praca, a jednak gdy
wracali ze służby byli pełni humoru a opowiadanie rozmaitych kawałów trwało aż
do nocy. W naszej kwaterze był ogromny piec, na którym, pod którym, i koło
którego się cała gromada mieściła a rozmaitym figlom nie było końca.
Sporządziłem wtedy sporo szkiców.
W Piasecznej żeśmy już długo nie popasali. Naraz gruchnęła
nowina, że jedziemy do Warszawy, inni mówili, że do Brześcia, znowu inni, że do
Baranowicz, czy gdzieś tam jeszcze dalej.
Przyszedł rozkaz ładowania się, ale gdzie to ciągle jeszcze było
tajemnicą. Dopiero gdyśmy w Brześciu skręcali na wschód, wiedzieliśmy, że to
nie do stolicy, lecz Baranowicz. Było tu bombardowanie z aeroplanów, był nawet
atak pozorny, lecz poza tym był spokój i mogłem o dalszych plakietach myśleć.
Komendantem był Szeptycki na pozowanie nie miał czasu i
poszukałem sobie innych ofiar. Był tą ofiarą Berbecki[46] z profilem pełnym fantazji, była nią filozoficzna postać
Zająca[47], czy subtelna twarz Mężyńskiego[48] itd. Dopiero gdy Komendant zobaczył dowcipną karykaturę
swego adiutanta zgodził się na pozowanie a seanse zamieniły się rychło w
ciekawe pogadanki i dyskursy, zaś najciekawsze były jego wspomnienia z Chin,
które poznał jako attache wojskowy. Ciężkie chwile przeżyłem tylko wtedy, gdy
szef sztabu major Nieniewski[49] czytał Szeptyckiemu tłumaczenie regulaminu austriackiego
Sztabu Generalnego, chodziło o to żeby tłumaczenie było tak proste by każdy
legionista mógł zrozumieć. Na dowód zrozumiałości pytał mnie Szeptycki od czasu
do czasu, czy rozumiem. Znalazłem się w kłopotliwej sytuacji. Głowa
Szeptyckiego była i tak już dosyć trudną i wymagała całej uwagi. Gdzie tu
jeszcze zważać na paragrafy, gdybym jednak powiedział, że nie rozumiem,
skompromitowałbym pana majora, zresztą bardzo sympatycznego gościa. Więc trzeba
było się ratować rozmaitymi legionowymi powiedzonkami, których nauczyłem się na
wspólnej kwaterze, albo też sentencjami zapamiętanymi z czasów, gdy mój kolega
Willi był wychowankiem Akademii Wojskowej we Wiener Neustadt. Przyjeżdżał on
bowiem często do mnie do Wiednia, dzieląc się ze mną swoją wojskową wiedzą.
W Baranowiczach brałem pewien udział w przygotowaniach do proklamacji i miałem okazję zaglądnąć trochę i za kulisy. Ciekawy był w Baranowiczach cały okres piątego listopada[50], to znaczy nie sama proklamacja, lecz cała polityka, co się poza tem kryła. Zaimponował mi wtedy komendant Szeptycki, który w trakcie telefonicznej rozmowy z Główną Komendą Armii austriackiej, odnoszącej się do proklamacji[51], z miejsca się rozmaitym zarządzeniom sprzeciwił i na swoim postawił. Miałem zaszczyt wysłuchać jego mowy nim ją jeszcze wygłosił, przy czym uwzględnił niektóre z moich uwag[52]. Miałem też wtedy rozkaz odstawić pewnego gościa dyskretnie na dworzec i o jego wyjeździe donieść niezwłocznie Komendzie, co też późną nocą zrobiłem, i zastając komendanta przy telefonie byłem świadkiem tej ciekawej rozmowy.
Od chwili proklamacji toczyła się wszędzie ożywiona dyskusja, jaki będzie rząd w przyszłej Polsce, czy będzie król i kto będzie królem? Był tylko jeden człowiek, który dokładnie, ba nawet szczegółowo wiedział, jak ta Polska będzie wyglądała, ale jego nie było pomiędzy nami. Były nawet robione realne próby i został zatwierdzony przyjazd księcia bawarskiego[53], którego miano okrzyknąć królem.
Klasycznie skończyła się misja Szeptyckiego u arcyksięcia Stefana[54] w Żywcu, gdy chodziło o kandydaturę na króla Polski. Arcyksiążę poprowadził jego do swego salonu, wskazał na obraz Cesarza Maksymiliana[55] i oświadczył krótko: "Nie chcę dzielić losu mojego stryja!"
Również
zabawny był przebieg parady, na której miało się księcia bawarskiego ogłosić
królem. Miałem z Rzeckim[56]
rozkaz zająć się dekoracją menaży, co nie było tak łatwe, gdyż skąd tu wziąć i
zdobyć na poczekaniu potrzebnych rozmaitych kolorów, jak białego, amarantowego,
żółtego, czarnego, czerwonego i niebieskiego[57].
Pokazało się, że sklepy baranowickie posiadają w tych kolorach tylko jedwabie,
nie było więc innej rady, jak wykupić cały ten towar – oczywiście na kartki.
Gdy sala była już gotowa pojechałem za Baranowicze na plac defilady by, chociaż
szkic uchwycić z tego historycznego momentu. Tymczasem zrobiło się tak zimno,
sypał śnieg i grad i lód, że posterunki aż dygotały i ledwie trzymały się na
nogach (Ryc.5).
Defilada
ruszyła pomimo to, ale głosy wszystkim zamarzły, zamarzły spodziewane radosne
okrzyki, które księcia miały spontanicznie obwołać królem.[58] Nieokrzyknięty
królem wyjechał książe wprost na dworzec a do przystrojonej menaży zjechała
tylko generalicja ze swoim sztabem, pomiędzy nimi i generał Wojna, którego
przodkowie z tych okolic pochodzili.
Przyjęcie było bardzo sute, wydatki odbijały się jeszcze długo
na naszych kieszeniach, ale za to mieliśmy przyjemność, że przy wyjeździe z
Baranowicz, z końcem listopada Baranowiczanki żegnały nas i odprowadzały w
bluzkach jedwabnych o dziwnych zestawieniach kolorystycznych, jak
biało-amarantowych, niebiesko-białych, czarno-żółtych itp. Były bowiem uszyte z
tych dekoracji.
Przed wyjazdem skończyłem jeszcze plakietę Hallera[59] (ryc. 6),
który leczył swą ranną nogę i miał wobec tego więcej czasu
do pozowania. Było zresztą u niego zawsze rojno i panowała tu atmosfera nieco
prawicowa. Lecz właśnie te nieco inne zapatrywania były bardzo ciekawe, gdyż
pozwalały naświetlać naszą ówczesną sytuację z rozmaitych stron.
Czasem odbywały się dla omówienia rozmaitych spraw
liczniejsze zebrania starszyzny a na jednym takim zebraniu roztrząsano sprawę
salutowania. Chodziło o przywrócenie Legionom dawnej historycznej formy tego
wojskowego pozdrowienia [60]. Po uchwaleniu tej nowej formy poszedłem na miasto by ją
wypróbować i ubawiłem się niemało zdziwionymi minami, jakie robili Niemcy.
Niektórzy oficerowie robili nawet srogie i zgorszone miny, ale widząc poważnie
kroczącego starszego leguna dali spokój.
Sympatycznych parę dni spędziłem u Beliny w Iwankowicach,
gdzie jego ułany prowadziły całkiem swoisty tryb życia i gdy go zobaczyłem ujeżdżającego
dzikiego konia, nie przypuszczałem, że w chwilę potem będę siedział z nim w
zacisznym dworku w pokoju obitym białymi kocami i będziemy rozprawiać o ponurym
górnictwie, wesołych dniach w Leoben[61] i o uprzemysłowieniu kraju. Połączyć typ podziemnego
górnika a górnego atamana i polityka w jednym konterfekcie było nie lada
zadaniem, ale znałem życie loebeńskie i orientowałem się nieco w koniach tak,
że tematu nam nie brakło. Pominąwszy nawet politykę, seanse były bardzo
ożywione. Menaż wydawano nam w stodole, a tam każdy siadał jak przypadkiem
wypadło tak, że co dzień miało się innych gości za sąsiadów. Na przekąskę nawet
podawano - komu szczęście sprzyjało a gospodarz chciał mu honor uczynić -
porządną kość obrośniętą dobrą sztuką mięsa, prosto z kotła i ogryzaliśmy tę
maczugę, wywijali nią, jak przed przedhistoryczni troglodyci, zakrapiając te
smaczne kęsy porządną okowitą.
Zbiór plakiet uzupełnił mi w Baranowiczach, Przepiliński[62], Rylski[63], Mirzkanowicz, Nieniewski, Kochański[64], Merwin[65] itd., a 1 grudnia wjechaliśmy do Warszawy. Wjazd odbył się
z wielką paradą i bardzo uroczyście[66] (Ryc. 7).
Nie cała jednak Warszawa przyjmowała nas z równą
przychylnością, z czego wziął generał Szeptycki asumpt, by na najbliższym
zebraniu w "Tunelu Luksemburskim"[67] wygłosić mowę i zachęcić nas, byśmy się starali nawiązać
towarzyskie stosunki z tutejszym społeczeństwem. "Przez serca pań zdobywać
Warszawę" było jego parolą[68]. Rozkaz ten bardzo nam przypadł do gustu i do jego
wypełnienia braliśmy się z całą ochotą.
W styczniu zostałem tytularnym chorążym (Ryc. 8) a ponieważ
prawdopodobnie nikt już nie wie skąd się wzięła taka ranga muszę wyjaśnić, że austriacka
Kwatera
Prasowa miała specjalne przywileje a mianowicie artyści i
profesorowie byli traktowani według rangi, jaką mieli w służbie państwowej.
Więc kwaterę w Wiedniu albo w Warszawie dostawałem taką jak oficer sztabowy, co
mi pracę bardzo ułatwiało i aby tego przywileju nie umniejszać, stąd dodatek
„tytularny”.
Realizacja hasła komendanta, że należy zdobywać nasze społeczeństwo u mnie łączyło się z
nawiązywaniem stosunków z moim zawodem, gdyż oprócz legionistów wypadało mi
jeszcze tu i tam innych obywateli uwiecznić. Robotę ułatwiała mi ta
okoliczność, że dostałem kwaterę w Bristolu, łatwo przystępną dla wszystkich, i
gdzie mogłem dość wygodnie pracować. Dzięki tej kwaterze łatwo nawiązałem
stosunki z rozmaitymi sferami.
Mieszkała tu pani Korolewicz-Waydowa[69], która urządzała koncerty na dochód Legionów, bardzo
oddana sprawie legionowej a przez nią poznałem sporo postaci z opery, teatru i
świata literackiego. U pani Nasierowskiej, która mieszkała na moim piętrze
odbywały się często herbatki i tam poznałem sporo naszej starej i przychylnej
szlachty. Mieszkał tam i Wojciech Kossak[70], z którym nawiązałem bliższy kontakt z okazji niedawnej Wystawy konia, przez którego poznałem
świat plastyków a przede wszystkim zaś Lentza[71] dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych. W szkole tej otrzymałem
pracownię i wykonałem tam większą grupę Rokitny.
U państwa Lentzów poznałem oczywiście Frenkla[72] i dalszy świat teatralny.
Miałem okazję poznać różnicę pomiędzy światem tutejszym a
naszym społeczeństwem krakowskim. U nas ocenia się ludzi według rozmaitych
tytułów, a tutaj bierze się ich tak jak im z oczu patrzy. Lepiej znają się na
człowieku. Znajomość odmiennej psychiki i mentalności Królewiaków[73], która mi się dla swej śmiałości lepiej podobała, przydała
mi się później po wojnie, gdy miałem doczynienia w ministerstwach.
Najwięcej jednak obracałem się w kółkach pracowników, a
raczej pracownic społecznych, z którymi widywałem się w domach prywatnych
ewentualnie w kawiarniach. Na zebraniach poznałem panny Hepkówny a przede
wszystkim zaś poznałem przez Orkanową[74] pannę Janinę Zandównę[75], absolwentkę Szkoły Artystycznej Debschitza w Monachium a
obecnie sanitariuszkę i peowiaczkę[76], a za niedługo moją drugą żonę. Co było właściwie tylko
dosłownym wypełnieniem rozkazu Szeptyckiego.
Podczas mojej roboty koło Rokitny widywałem się często z moimi
sąsiadkami rzeźbiarkami panią Kamińską[77] i panną Melcerówną[78] późniejszą literatką i omawialiśmy wspólnie nasze prace. W
ostatnim czasie przekonałem się, że wojna wpływa nie tylko na treść, ale na
formę i technikę w sztuce. W trakcie portretowania nauczyłem się podkreślać
pewne rysy, których bym w normalnych czasach może nie był nawet zauważył a w
kompozycji zaczęła również myśl o wojnie przeważać nad rozmaitymi izmami, treść
stała się ważniejszą od formy.
Praca koło Rokitny (Ryc. 9)
poszła dość szybko, gdyż byłem już nieco stęskniony za
gliną i pracą twórczą a poza tym zaczął mnie prześladować już i drugi projekt a
mianowicie Czwórka. Jakiś obraz
Czwartaków, czy Czwórki zaczął w moim
umyśle kiełkować już wtedy, gdy pierwszy raz usłyszałem pieśń Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę a pod
Optową nabrał ten obraz realniejszych kształtów, gdyż tu powstał pierwszy szkic
pomnika Legionów. Był to pułk wyłaniający się z lasów a w środku Komendant.
Od tego czasu zacząłem zbierać studia
do pierwszej czwórki. Pewnego dnia spotkałem się z pułkownikiem Roją koło
Bristolu i zaczął mnie wypytywać, kogo obecnie uwieczniam i co mam w ogóle w
robocie, a gdy mu wspomniałem o Rokitnie aż
się żachnął i z niezadowolenia o mało całkiem nie rozeźlił. „Ech, bo wy artysty
to już nic innego w głowie nie macie jak te ułany i ułany a my piechota to już
nic?” I jął mi opowiadać jak to kiedyś nad Styrem przypatrywał się swemu
pułkowi, jak ten maszerował i w głębokim piasku ciężkim krokiem drogę sobie torował.
Wtedy do siebie powiedział, że taki marsz to już połowa zwycięstwa, i że obraz
ten wart jest uwiecznienia. Ja zaś na nowo widzę moją kompozycję z pod Optowy i
zwierzyłem się Roi, że już taki pomysł mam, co go bardzo ucieszyło. Musiałem mu
przyrzec, że to będzie moim najbliższym zadaniem.
Zima była siarczysta, co jednak nie
przeszkadzało, że Warszawa urządzała pomniejsze zabawy i przyjęcia, nawet
Szkoła Sztuk Pięknych urządziła swój tradycyjny bal. Słyszałem już nieraz ile
to czasu muszą warszawscy artyści tym przyjęciom poświęcić, nie tyle dla
zabawy, jak raczej dla reklamy i postanowiłem przypatrzyć się bliżej i tej
stronie życia, ale po paru tygodniach przekonałem się, że to nie dla mnie i
wolałem już bardziej pracą przysługiwać się sztuce, jak reklamą i wróciłem do
roboty. Kończyłem moją grupę Wąsowicz
konno wali na okopy, by swym mieczem zdobyć te moskiewskie szańce.
Niestety ledwie jednak ukończyłem Rokitnę, znowu zacząłem mieć te stany podgorączkowe, jakie mnie tuż
przed wojną trapiły i bóle rozmaite w kościach, które za zwykłe reumatyczne
uważałem póki mnie znowu nie położyły. Właściwie nie było się, czemu dziwić,
przechodziłem przecież tą tak surową zimę w moim zwykłym wojskowym płaszczu,
będąc w dawniejszych latach przyzwyczajony do porządnego futra. I od tego
płaszcza też się zaczęło. Pewnego dnia zauważyłem, że mi go jakoś trudno ubrać,
ani rusz wsadzić ręki do rękawa i byłem bardzo wdzięczny, gdy mi jakaś
miłosierna ręka pomogła. Pierwszy raz zrozumiałem sens grzeczności pomagania
drugim przy ubieraniu się. Lecz niestety było coraz trudniej, a do tego
przyłączył się kłopot z salutowaniem, kłaniałem się całą figurą, jak stary
generał, gdyż nie mogłem ręki do daszka dociągnąć. Najfatalniej zaś wyglądało
to, gdy spotkałem jakiegoś starszego niemieckiego oficera, taki mógł słusznie
uważać, że sobie z niego kpię.
Pewnego razu spotykam na Mazowieckiej generała Bartha[79], którego niedawno poznałem u Szeptyckiego, chciałem
specjalnie dziarsko salutować, a tu klapa, ukłoniłem się jak stary generał.
Barth zrobił srogą minę, ale jednak zaraz się zorientował, polecił mi bym nie
udawał zucha i kazał mi się zaraz położyć, a był to najwyższy czas. Odwiedzał
mnie potem, gdyż jako Saksończyk miał wielkie sympatie dla Legionów. Znowu
zapalenie stawów. Znałem już tę chorobę, a ponieważ służba była dość wprawna,
jakoś sobie radziłem. Najwięcej podczas tej choroby martwiłem się tym, że nie
mogłem pojechać na pogrzeb mojego protektora, byłego kameralnego dyrektora
Walchera[80], który już od dłuższego czasu siedział z
tytułem kaprala w Wiedniu na emeryturze a teraz zakończył
swe pełne zasług życie. Podczas rekonwalescencji wysiadywałem w ogródku pod
kwitnącymi akacjami i zagłębiałem się w literaturze indyjskiej.
Aczkolwiek nie udało mi się pozbierać te wszystkie typy, które
w historii odegrały tak ważne role, to jednak zebrałem poważny cykl plakiet,
jak: Piłsudski, Durski[81], Puchalski, Szeptycki, Zieliński, Sosnkowski, Rydz Śmigły[82](Ryc. 10), Haller, Roja, Belina, Norwid-Neugebauer[83], Minkiewicz[84], Januszajtis[85], Galica, Rylski, Mężyński, Fleszar, Zarzycki[86], Śniadowski[87], Zając, Sikorski[88], Berbecki, Szerauc, Kochański, Nieniewski, Maleszewski[89], Przepiliński, Rogalski, Korolewicz[90], Sidorowicz[91], Aleksandrowicz[92], Orkan, Wodzinowski[93],Panaś[94], Gandarski (vel Ganczarski), Sichulski, Merwin,
Małachowski, Barth, Effenberger-Sliwiński[95], Ostoja[96],Wieniawa[97], Kaden-Bandrowski[98], Klemensiewicz[99] oraz szereg osób cywilnych jak z N.K.N.[100], German[101], Daszyński[102], Jaworski[103], Marek[104], a z literatury i sztuki Chłędowski[105], Niewiadomski[106], Korolewicz- Wajdowa, Nasierowska oraz jeszcze regenci[107]: Kakowski[108], Lubomirski[109] i Ostrowski[110].
Były również medale: Pamięci
poległym legionistom,
Józef Piłsudski,
Brygadier, Legionistom Ślązakom, Rokitna, Proklamacja wolnej i niepodległej
Polski, Rutkowskiemu, Legiony biednym dzieciom, Dr Maria (Teslar) Juszczyk,
Medal regentów, Czwórka.
Ostatnio zająłem się znowu moim medalierstwem[111]. Powstał medal 5
listopada, medal Legionistów Ślązaków
(Ryc. 11), w którym wróciłem znowu do klasycyzmu oraz medal Kościuszki. W sprawie tych medali
wyjeżdżałem często do Wiednia, gdzie były bite.
Po wyzdrowieniu pojechałem do Łomży, gdzie stał Roja i
Galica, by podociągać niektóre plakiety, zebrać trochę studiów do Czwórki, i gdzie wykonałem parę biustów legionistów,
każdego z innej dzielnicy. Był to niespokojny czas odmawiania przysięgi i
werbunku[112]. Gdy więc Roja i większa część znajomych musiała wyjechać,
a ja wróciłem do Warszawy i dowiedziałem się o moim przydziale do Archiwum
Legionów w Krakowie - oddział grobów.
Narzeczona bawiła przez ten czas w Komorowicach a potem w
Łodzi. Pojechałem więc do tej stolicy przemysłu i handlu, by się zaprezentować
jej rodzinie. Znalazłem tutaj grunt już przygotowany, dziadek znany lekarz
Wolberg[113], powstaniec, szwagier narzeczonej Minkowski[114], oficer legionowy siedzący obecnie w Beniaminowie a jej
ojciec był tu dyrektorem banku[115]. Więc stare piękne tradycje połączone z nowoczesnym duchem
i było nam dobrze. Straszyli tylko znajomi narzeczoną, że każdy rzeźbiarz nosi
nóż za cholewą.
Przydział do Krakowa przyszedł mi w porę, gdyż właśnie była
na ukończeniu moja "Męka Pańska" do kościoła Jezuitów, którą jeszcze
z początkiem wojny zamówił Mączyński[116] w porozumieniu z ojcem Tuszowskim.
Najprostsze tematy są często najtrudniejsze, jeżeli choć
trochę chce się wyjść poza szablon nie mówiąc już o rozmaitych
nieprzewidzianych trudnościach, jakie nastręcza wojna. Pierwszą część ułatwiło
mi wielkie zrozumienie dla sztuki u zamawiających a druga część zależała już od
wypadków wojny i moich urlopów.
Projekt wykonałem w czasie czekania na dopuszczenie mnie do
Legionów, modele w czasie urlopów, ale najwięcej kłopotu miałem z wykonaniem w
drzewie. Naszych snycerzy i rzeźbiarzy zabrali do wojska, sam byłbym się
chętnie wziął do roboty, lecz na to były urlopy za krótkie, nie pozostało nic
innego jak odpowiedniego pracownika poszukać w Wiedniu. Znalazłem wychowanka
Akademii Sztuk Pięknych i Szkoły Przemysłu Artystycznego i jemu prace oddałem
przesyłając mu najpierw model figury Chrystusa.
Po paru tygodniach otrzymałem zawiadomienie z granicy,
bawarskiej, że rzeźba gotowa. Skorzystałem z najbliższego urlopu, by tam
pojechać i dzieło zobaczyć, Było to gospodarstwo wiejskie, artysta urządził się
w stodole i wywiązał się z zadania bardzo sprawnie. Ciekawy był chłopski obiad,
na który mnie rodzice zaprosili. Zupa, kawał wędzonki z knedlami dla każdego i
porządny dzban wina. Tak sobie tam chłop żyje. Po jakimś czasie dostaję
wiadomość, że rzeźba już wysłana, ale czekam miesiąc, dwa, trzy a tu przesyłki
nie ma i nowy kłopot. Dopiero po długich miesiącach i długich poszukiwaniach
przy energicznym poparciu ojców jezuitów skrzynia się znalazła na jakiejś
stacyjce i nareszcie do Krakowa dotarła. Resztę wykonał już artysta tutaj na
miejscu.
Z końcem roku siedemnastego zawarliśmy nasz związek
małżeński, czego mi koledzy i brać artystyczna niemało zazdrościli, gdyż
rozeszła się fama, że żenię się z panną nie tylko młodą, piękną, lecz i
artystką a przy tym jeszcze córką bankiera.
Mojego nowego przydziału służbowego nie traktowałem jako
zwykłej pracy biurowej, lecz starałem się uwzględnić też i jej stronę względnie
jej możliwości artystyczne. Robiło się spisy grobów poległych, ale trzeba było
pomyśleć również i o sytuacji tych grobów oraz o ewentualnych pomnikach,
zacząłem zbierać materiały i snuć rozmaite pomysły.
Przez wszystkie te pomysły wróciłem znowu do mojej Czwórki i zabrałem się do jej wykonania.
Typy tak dobrałem, żeby nie tylko charakteryzowały rozmaite postacie legionowe,
ale i reprezentowały cztery dzielnice, z których legioniści przybyli, figury
zaś postanowiłem wykonać pół naturalnej wielkości, by jeszcze i podobizny
uwydatnić (Ryc.
12).
Tymczasową pracownię miałem na Karmelickiej i przewinął się
tam niejeden typ i niejeden gość nim pracę skończyłem. Największy ruch panował
tu w okresie, gdy mi pozował do medalionów Daszyński, Marek, German i Jaworski.
Miałem gości, nie tylko za dnia, ale często jeszcze naszą brać legionową późnym
wieczorem, która bawiąc w Krakowie wstępowała do mnie na chwilę. Kładłem
wieczorem zawsze trochę ziemniaków na żużle, by było co przegryźć, napitek
każdy sam przynosił.
Z początkiem lutego 1918 były spisy grobów i plany
przygotowane i właśnie miałem z nimi wyjechać do Sikorskiego, gdy gruchnęła
wiadomość, że tam na wschodzie przedarł się Haller przez front[117] i maszeruje na Murmań. Tak skończyły Legiony swój pierwszy
chlubny okres, reszta została rozwiązana względnie w obozach koncentracyjnych
lub też w armii austriackiej umieszczona.
Mnie odesłano do komendy Kwatery Prasowej w Baden a stąd do
Frysztatu, gdzie zostałem wcielony do 100 pułku w Piotrkowie[118]. Służby jednak już nie pełniłem, gdyż zostałem w
międzyczasie wyreklamowany dla Szkoły, która po tak długiej przerwie została na
nowo uruchomiona.
Ze starego personelu zostaliśmy tylko Bukowski[119], Procajłowicz[120] i ja. Uczniów i uczennic zgłosiło się sporo i to ze
wszystkich dzielnic. Poziom artystyczny, jak i ogólnego wykształcenia był
wysoki. Byli kandydaci nawet z maturą, ale musieliśmy się ograniczyć ze względu
na szczupłość miejsca. Nasza dawna szkoła była bowiem ciągle jeszcze zajęta
przez wojsko i musieliśmy wynająć lokal na Wolskiej u Telca[121].
Przede wszystkim trzeba było się zająć zaangażowaniem nowych
sił i urządzeniem odpowiednich warsztatów, aby uczynić zadość wymogom nowego
programu.
Tymczasem zaczęły z frontów nadchodzić coraz częściej
rozmaite wieści o niepokojach i buntach.
Z końcem października zgłosiłem się znowu do służby legionowej, która jednak już niedługo trwała, gdyż rychło nastąpiło rozbrojenie wojsk austriackich. Ostatni raz meldowałem się do raportu 1 listopada. Wielki dzień Odrodzenia Polski obchodziłem podwójnie uroczyście, bo jako obywatel i jako ojciec. Właśnie nam się urodziła córeczka, już jako wolna obywatelka[122] wolnej i niepodległej Polski, poczym poszedłem ją powitać.
[1]
W
Kielcach na skwerze przy zbiegu ulic Krakowskiej i ks. Piotra Sciegiennego w
1935 r. wybudowany został okazały budynek Domu Przysposobienia Wojskowego i
Wychowania Fizycznego, obecnie Dom Kultury im. J. Piłsudskiego. Wówczas dnia 2
października 1938 r. na tym skwerze – placu zwanym Przysposobienia Wojskowego
(P. W.), a obecnie placu im. Józefa Piłsudskiego, odsłonięty został pomnik Czwórki Legionowej. Na jego cokole był
napis „Legionom Naród”. Na uroczystości odsłonięcia m. in. był gen. Kazimierz
Sosnkowski, współtwórca Legionów.
[2] W porozumieniu z rządem
Czechosłowacji, dnia 2 października nastąpiło, uprzedzające Niemców, przejęcie
przez Polskę terenów Zaolzia. Te etnicznie polskie tereny, wbrew umowy z dnia 5
listopada 1918 r., zostały zbrojnie zajęte przez czeskie wojsko w styczniu 1919
r.
[3] Autor w swoich rękopisach (5
brulionów) nie zaznaczył o jakim myśli muzeum, krakowskim, czy cieszyńskim,
jednak fakt znalezienia się tych 5. brulionów w Książnicy Cieszyńskiej, obok
zbiorów ks. Leopolda Jana Szersznika jednoznacznie określa intencję Jana
Raszki.
[4] Józef
Piłsudski (1867 – 1935) – polityk do 1918 r. związany z PPS; zał. konsp. Związku
Walki Czynnej(ZWC), org. Związków Strzeleckich, główny współtwórca Legionów
Polskich, mąż stanu, pierwszy Marszałek Polski; w randze brygadiera (płk.-gen.)
ck (cesarsko-królewskiej) Armii
Austro-Węgier w czasie I wojny świat. był dowódcą tylko I Brygady Legionów
Polskich, moralnie jednak, szczególnie przez Polaków, był uznawany za
komendanta przyszłego Wojska Polskiego, którego zaczynem były I, II i III
Brygada Legionów Polskich.
[5] Korona jako nowa
jednostka monetarna Austro-Węgier wprowadzona została w 1892 r., odpowiadała
ona połowie srebrnego guldena (reńskiego); Srebrny reński – srebrny gulden w
obiegu od 1857 do 1892 r., praktycznie jednak do I wojny świat. Na awersie z
podobizną cesarza, jako jego monety i stąd popularna nazwa reński od łac. regis
– króla.
[6] Juliusz
Leo (1862 – 1918) – pol. galic., ekon., praw.; prof. skarb. i prawa skarb.
UJ; od 1901 poseł do galic. Sejmu Kraj., od 1911 do austr. Rady Pań. (1912–15
prezes Koła Pol.); od 1904 r. prez. Krakowa, twórca t. zw. Wielkiego
Krakowa, uporząd. gosp. finan., bud. 8 gmachów szk., zabezp. przed powodziami,
wykup. Wawelu od Austr., trzykr. wybr. prez. m. Krakowa; współtw. i pierwszy
prezes (1914 r.) Nacz. Kom. Nar. (NKN), jeden z inicjat. utw. Leg. Pol.
[7] Artur
Grottger, (1837 – 1867) - rysownik i malarz; jeden z czołowych przedstawicieli
romantyzmu w malarstwie pol.; studia artyst. we Lwowie (1848–52), w krak.
Szkole Sztuk Pięknych (1852–54) i akad. sztuk pięknych w Wiedniu (1855–59);
tworzył cykle kartonów związane z powst. stycz., jak nap. Polonia, Lithuania oraz portrety, sceny rodzajowe, kompozycje
hist., sceny batalistyczne, malował konie, zaprzęgi, polowania i karykatury;
jako ilustrator współprac. z czasop. wiedeńskimi; twórczość Grottgera
zyskała ogromną popularność dzięki patriot. wymowie.
[8] Zapewne
mówił o Legionach Dąbrowskiego z okresu wojen napoleońskich, których
weterani walczyli w powstaniu listopadowym (1830-31).
[9] . . . rozmaite pieśni mają swoje
patriot. podłoże w dział. konsp. Tow. Patriot., którego prezesem był mjr Walerian
Łukasiński (1786 – 1868), z 4 p. p. zwanego Czwartakami lub Dziećmi Warszawy,
bohater. pułku, który zasł. m. in. obroną Olszynki Groch. w dniach 20 - 25 II
1831 r. w powst. listop. W. Ł. zaareszt. w 1822 r., zdegrad., szykan., skazany
został na dożywotnie ciężkie więz. Zmarł chory i ociemniały w lochach
Szlisselburga (koło Petersburga) nie wydawszy nikogo. Pieśniami tego czasu
m.in. były: - Boże coś Polskę Alojzego
Felińskiego, która to pieśń pomyślana była począt. jako hymn patriot.-relig. na
cześć nowego władcy cara Rosji i króla Polski (1915), Aleksandra, a z
biegiem czasu i wydarzeń, po zmianie refrenu stała się znamiennym,
patriot.-relig. hymnem. – Warszawianka (słowa
Casimir Delavigne, przekład Karola Sienkiewicza, muzyka Karola Kurpińskiego,
(IV 1931 r.) określana wówczas jako polska Marsylianka. – Tysiąc walecznych opuszcza Warszawę (słowa J. Masena) - mowa tu o
żołn. powst. listopad., idących na emigrację a wśród nich o Czwartakach. – Tam na błoniu błyszczy kwiecie stoi ułan na
wedecie (słowa Franciszka Kowalskiego – poety, uczestnika powst. listop.)
[10] Legiony
Polskie podlegały c. k. Głównej Komendzie Armii (austriackiej), a pod koniec
listopada 1914 r. władze austriackie zakazały do nich naboru.
[11] Stanisław
Puchalski (1867 – 1931) – gen. WP, początkowo w armii austr.; 1.02.–14.11.1916 r.
kom. Leg. Pol., od 1918 r. w WP; 1919 – 21 kom. Szkoły Sztabu Gen. i Centrum
Wyszkolenia, od 1921 r. w stanie spoczynku.
[12] Legionowo – na jesieni 1915
r. wszystkie trzy brygady Legionów Polskich skierowano do walk na Wołyniu nad
Styrem. Tam też między Styrem a Stochodem przygotowano zimowe leża. Powstało
szereg osad, których zaistnienie i funkcjonalność było w dużej mierze zasługą
Galicy, w tym m.in. zelektryfikowane Legionowo z siedzibą komendy i instyt.
tyłowych, takich jak kino, koszary, magazyny, warszt.., szpital, szk.
chorążych, kaplica, place ćwiczeń i zbiórek. Ponieważ te wołyńskie Legionowo
znalazło się poza granicami nowopowstałej Polski, to nazwa Legionowo
przeniesiona została na miejscowość Białobrzegi-Beniaminowo (w Kotl.
Warszawskiej na wsch. brzegu Jez. Zegrzyńskiego), gdzie w dawnym forcie było
internowanych ok. 100 oficerów Legionów Polskich po odmowie przysięgi. Patrz
przypis 112.
[13] Julian
Fałat (1853 – 1929) – malarz; 1895 – 1910 dyr. Szkoły Sztuk Pięknych w
Krakowie (przekształcił ją w akademię, unowocześnił system nauczania); mal.
realistyczne sceny rodzajowe, obrazy o tematyce myśliw., pejzaże zimowe, widoki
wiejskich kośc. drew. i zabytk. archit. Krakowa; korzystał ze zdobyczy
impresjon.; wybitny akwarelista.
[14] Menaż – żołnierska,
oficerska stołówka, świetlica, wyżywienie (wikt).
[15] Władysław
Bandurski (1865 – 1932) - biskup, kaznodzieja, działacz niepodległościowy; podczas
I wojny św. opiekun uchodźców i jeńców polskich, współpracował z NKN, honorowy
kapelan I Brygady, duszpasterską opieką otaczał całe Legiony, wygłaszając
kazania na pierwszej linii frontu; pierwszy w WP biskup polowy.
[16] Zygmunt
Zieliński (1858–1925) - gen. WP; pułk. armii austr.; podczas I wojny świat. W LP,
m.in. VIII 1914–IV 1915 dow. 2 pułku p., XII 1916–IV 1917 — III Br., IV 1917–II
1918 — Pol. Korp. Posiłk.; od XI 1918 w WP, kolejno dow. grupą oper. w wojnie
pol.-ukr. 1918–19 w rejonie Przemyśla i Lwowa , IV–VIII 1919 3 dyw. p. LP, VIII
1919–VI 1920 Okr. Gen. VII Poznań, VI–IX 1920 3 armią, X 1920–I 1923 Okr. Gen.
Pomorze w Toruniu; 1919 mian. gen. broni.
[17] Zdzisław
Lubomirski, książę (1865–1943) - polityk, dział. społ., praw.; 1916–17 prez. W-wy;
1915 prezes Centr. Komit. Obyw.; dział. Str. Polit. Real.; 1917–18 czł. Rady
Regen.; 1928–35 sen.; 1931–35 prezes Rady Nacz. Org. Ziem.
[18] brygadier
– dawny stopień wojskowy w austriackiej armii, pośredni między
pułkownikiem a generałem.
[19] inter arma silent Musae - (łac.) w czasie
wojny milczą Muzy, tzn. twórczość artyst. schodzi na dalszy plan.
[20] Wojciech
Rogalski (Puch-Rogalski) (1868-1940) – lekarz, of. armii austr., gen. dyw. WP; dr
med. (1896), służba med. w szpit garn. w Krakowie i Ołomuńcu, gdzie uczył ofic.
jęz. pol.; lekarz wojsk. w Wadowicach (1910); 1913-14 prow. kursy sanit. dla
Pol. Drużyn Strzel. i dla „Sokoła”; 1914 szef sanit. przy Komendzie LP; 1919
szef sanit. Nacz. Dow. WP; 1924 Insp. Zakł. Sanit. WP; zamord. przez Rosjan w
więz. Brygidki we Lwowie 1940 r.
[21] Optowa
- miejscowość między Styrem a Stochodem na zapleczu polskiego odcinka
frontu w 1915-1916 r.
[22] Rychwałd
– miejscowość na Zaolziu, małej ojczyzny Jana Raszki.
[23] „młody”
Durski był synem
„starego” Durskiego, gen. Karola Trzaska
Durskiego (1849–1935), austr. marszałka polnego; 1868 —1918 w armii austr.; IX
1914–II 1916 komendanta LP z ramienia Austrii, później w WP.
[24] Kazimierz
Stanisław Konopka (1875 – 1941) – jezuita, pedagog; od 1915 r.
kapelan 4 pp. LP
[25] Bolesław
Roja (1876–1940) – gen. WP; 1899–1905 w armii austr., następnie w ruchu
niepodl.; podczas I wojny świat. W LP (organ. i dow. 4 pułku piechoty, od 1917
dow. III Brygady); od 1918 w WP; 1922 przenies. W stan spocz.; 1928–29 poseł na
sejm; zamord. W niem. obozie koncentr. w Sachsenhausen; autor prac o tem. hist.
i wojsk., m.in. Legendy i fakty.
[26] Edward
Szerauc () – kpt. II B LP; dow. III bat. a nast. już jako mjr dow. 4 pp. LP w
1918-19.
[27] Maciejówka – legionowa miękka
czapka; koloru szaro-niebieskiego, okrągła z brązowym skórzanym daszkiem. Do
niedawna noszona przez polską ludność wiejską. Otrzymana czapka mogła być
również rogatywką, określaną od nazwiska d-cy rojówką bądź, galicówką, bowiem
takie siłą tradycji było jeszcze w 1916 r. przykrycie głowy żołn. 4 pp LP, o
czym świadczą fotografie. Maciejówka, wzorem I Br. stała się obowiązującą w LP
od 1917 r.
[28] Początkowo Jan Raszka swój
przydział do Komendy Legionów otrzymał na zasadzie jakby korespondenta wojennego.
[29] „Halt!” (niem) - Tilos a bemenet” (węg.) - „Ho
van Legiony hat kerem?“ (węg.) – Stać! - Przejście wzbronione – winno być – „Holv vanaak a Legiok kerem?” –
Gdzie są Legiony, jeśli wolno spytać?
[30] Andrzej
Galica (1873–1945) – gen. WP, literat, inż.; od 1913 w Zw. Strzel.; w
czasie I wojny św. W LP; w okresie międzywoj. m.in. dow. brygady strzel.
podhal.; 1931 przen. w stan spocz.; 1928–35 poseł na sejm, 1935–39 senator z
listy OZN; autor utw. dram. (pseud. Andrzej Wirchoń), gł. o tematyce
regionalno-podhal., m.in. Przysięga, Janosik.
[31] Swastyka pochodzi ze staroż. Indii i oznacza dobry znak, pomyślną wróżbę, od svasti (sanskryt) - pomyślność i symbol Słońca, jako ozdobny element wystroju wojsk. stos. była przez żołn. związ. z górami, a więc i 4 pp. LP.
[32] Władysław
Orkan, właśc. Franciszek Smreczyński, pierwotnie
Smaciarz (1875–1930) - pisarz; pochodził z rodziny chłopskiej, całe życie był
związany z Gorcami; podczas I wojny świat. oficer 4 pp. LP.
[33] Leopold
Gotlieb (1883-1934) – malarz, rys., grafik; służył w I Br. LP; mal. obrazy
bibl. i rodz. sceny z życia w LP.
[34] Stanisław
Mucha (1898 – 1976) – krak. fotografik, fotoreporter m. in. 4 pp. LP.
[35] Zdzisław
Gedliczka (1888-1957) - malarz, grafik; zajmował się sztuką zdob., ilustr.
książek, mal. polichromie.
[36] Miryń
– miejscowość między Styrem a Stochodem na Wołyniu, baza 7 pp LP.
[37] Albin
Satyr-Fleszar (1888–1916) – major, org. i dow. 7 pp Legionów, geograf i geolog; autor
cennych prac z zakresu geomorfologii nizin środkowoeur. (m.in. Polesia) oraz
Karpat.
[38] W
połowie października 1916 r. Rosjanie rozpoczęli swoją kolejną ofensywę.
[39] Zapewne jest to Piaseczno, ok.
[40] Kazimierz
Sichulski (1879-1942) – malarz karykaturzysta; prof. ASP w Krakowie; tematyka
huculska, obrazy religijne, symboliczne, sztuka użytkowa i wiele karykatur,
szczególnie Piłsudskiego.
[41] I
Brygada uchodziła za bardziej elitarną, bowiem dowodził nią brygadier (płk.-gen.)
J. Piłsudski i wywodziła się z Kompanii Kadrowej i sierpnia 1914 r.
[42] Stanisław
Szeptycki (1867-1950) – gen. broni WP; oficer armii austr.; 1914–XI 1916 dow. III
Br. LP, nast. do IV 1917 kom. LP; IV 1917–II 1918 gen. guber. w Lublinie; od XI
1918 w WP, m.in. XI 1918–III 1919 szef szt. gener.; od III 1919 dow. Frontu
Litew.-Białorus., od III 1920 — 4 armii; III 1921–VI 1923 i XII 1923–VI 1926
insp. armii w Krakowie; 1923 min. spraw wojsk.; po przewrocie majowym 1926
podał się do dymisji; 1945–50 prezes PCK.
[43] Władysław
Zygmunt Prażmowski-Belina (1888–1938) – płk. WP; przed I wojną świat.
działacz Związku Strzeleckiego; podczas I wojny świat. w Legionach Pol., twórca
kawalerii legionowej, dow. 1 pułku ułanów („beliniacy”), 1918–20 dow. brygady
kawalerii; 1929–33 prez. Krakowa; 1933–37 wojewoda lwowski.
[44] Kazimierz
Sosnkowski, pseud. Godziemba (1885–1969)
– gen. WP, polityk; od 1905 w PPS, jeden z przywódców OB PPS; 1908 zał. Związku
Walki Czynnej, współtwórca organ. param. w Galicji, współpr. J. Piłsudskiego;
1914–16 szef sztabu I Br. LP; 1917–18 intern. w Magdeburgu; od 1918 w WP,
1920–24 min. spraw wojsk. 1927–39 insp. armii; w kamp. wrześn. dow. Frontu
Płd.; XI 1939–VIII 1944 następca prez. RP, XI 1939–VII 1941 wicepremier i min.
stanu, przewodn. Kom. Min. dla Spraw Kraju, 1939–40 Kom. Gł. ZWZ; 1941
przeciwnik układu pol.-sow., ustąpił z rządu; VII 1943–IX 1944 Nacz. Wódz; 1944
osiedlił się w Kanadzie, 1949–54 podejmował próby zjednoczenia pol. emigracji.
[45] Fryderyk
von Bernhardi (1849 - ?)– gen. niem., z ramienia Armii Niem. podlegały mu LP.
[46] Leon
Berbecki (1875–1962) – gen. WP, inżynier; 1914–17 dow. pułku piechoty w
Legionach Pol., następnie w Pol. Sile Zbrojnej; w okresie międzywojennym
kolejno dowódca okręgu generalnego Pomorze, okręgów korpusu Grodno i Toruń; od
1927 inspektor armii; 1939–45 w oflagu w Niemczech; 1946 powrócił do Polski.
[47] Józef
Zając (1891–1963) – gen. WP; 1914–17 w LP; od 1919 w WP, 1926–36 dow. 23 dyw.
piechoty, 1936–39 inspektor obrony powietrznej państwa; IX 1939 nacz. dow.
lotnictwa i obrony przeciwlotn.; następnie w PSZ na Zachodzie, m.in. 1939–40
dow. Pol. Sił Powietrznych; pozostał na emigracji.
[48] Józef
Włodzimierz Mężyński (1889-1918) – dział. Pol. Partii Soc.-Dem. Galicji
i Śl. Ciesz., mjr LP; red. Organu Unii Tkaczy w Austrii – „Robotnik Tkacki” w
jęz. pol. (w Bielsku) do1914 r.; czł. Strzelca w Bielsku, wraz z nimi wstąpił
do 2 p. piech. LP (II Br.); zachor. i zmarł w szpit. garn. w Krakowie; kawaler
KVM i KW.
[49] Adam
Nałęcz Nieniewski (1886-1947) – mjr LP, płk dypl. WP; Ak. Woj. i Ak.
Szt. Gen. w Wiedniu; w 1916 r. skier. do Dow. LP, gdzie został z-cą szefa
sztabu; od 1918 r. w WP, jako z-ca szefa sztabu, nast. szef szt. Armii gen J.
Hallera; 1920-21 dow. 4 Bryg. Jazdy; w czasie przewrotu majowego stanął po stronie
rządu.
[50] Skuteczność działań LP w walce z
Rosjanami doprowadziły do t.zw. aktu 5
listopada 1916 r., który to akt był proklamacją Królestwa Polskiego
dokonaną przez gen. gubern. Niemiec i Austrii. Wynikiem tego aktu była możliwość
werbunku Polaków do Polskiej Siły Zbrojnej a w zamian za to, na wywal.
na Rosji terenach miało powstać Król. Pol., jak widać bez ziem zaboru prus. i
austr. w bliżej zresztą nieokr. łączności z obu sprzym. cesar. Akt ten poza
dekl. kół milit. nie miał formy wiążącej cesar. dekl. Opinie polit. kół pol.,
jak i legion. były różne, nie mniej jednak był on znacz. w międzynar. polit.
faktem, bowiem dwoje zaborców proklam. Król. Polskie. Dowódca LP gen. St.
Szeptycki 5.11.16 r. był w Warszawie, a w Baranowiczach zastępował go płk J.
Haller. Działania gen. St. Szeptyckiego w Baranowiczach a dotyczące owej prokl.
miały miejsce po tym dniu, a przed 29.11.16 kiedy ostatecznie LP wyjechały do
W-wy.
[51] Ta
proklamacja 14.11.1916 r. w
Baranowiczach dotyczyła nie tyle samego aktu 5.11, co jego pokłosia i miała
stać się, jakby wzorem rzymskich legionów, okrzyknięciem Leopolda Wittelsbacha,
księcia bawarskiego, na króla Polski.
[52] Jan Raszka z racji swoich studiów
w Wiedniu i artystycznych prac dla cesarskiego dworu oraz podróży po Europie
zapewne był bardzo dobrym źródłem informacji zarówno politycznych, jak i
obyczajowych.
[53] Leopold
Wittelsbach () – książę bawarski, feldmarszałek, dow. 9 Armii niem.
[54] Karol
Stefan Habsburg (1860 – 1930) – arcyksiążę, bratanek Albrechta,
brat Fryderyka i Marii Krystyny, królowej Hiszpanii, właśc. żywieckich dóbr
Habsb., darczyńca dla Pol. Akad. Umiejętności w Krakowie; po I wojnie świat.
przyjął obyw. polskie i tylko część tych dóbr została zasekwestrowana.
[55] Maksymilian
Ferdynand Józef Habsburg (1832–67) – arcyks., brat cesarza Franciszka
Józefa I; od 1864 cesarz Meksyku; narzucony w wyniku franc. interwencji
zbrojnej w Meksyku; starał się bez powodzenia przywrócić spokój w pogrążonym w
wojnie kraju; po wycofaniu franc. korpusu ekspedycyjnego utracił oparcie
militarne i został 1867 pokonany pod Querétaro przez armię meksyk. B. Juáreza
Garcíi; ujęty, został skazany i rozstrzelany.
[56] Stanisław
Rzecki (1888–1972) - rzeźbiarz, grafik i scenograf; związany z kabaretem Zielony
Balonik; służył w LP; czł. Tow. Art. Pol. „Sztuka”, 1925–39 dyr. Inst. Sztuk
Pięknych w W-wie, od 1947 prof. ASP w Krakowie; tworzył styliz. rzeźby portr.;
zajmował się grafiką artyst. (litografia) i rys. satyr.; projekty scenograf.
dla teatrów warszawskich.
[57] Zestawy
barw wystroju dotyczyły: Bawarii – biało-niebieskie; Niemiec –
czarno-czerwono-żółte; Austrii – czarno-żółte i Polski – biało-amarantowe,
bowiem kolor amarantowy (wiśniowy z przymieszką fioletu) w kompozycji z białym
kolorem w ciągu XIX stulecia, równolegle z czerwonym i jego innymi odcieniami,
przewijał się na sztandarach, flagach, czy proporczykach i elementach munduru
polskich żołn., poczynając już od okresu Księstwa Warszawskiego, po tworzenie
się Armii Polskiej we Francji w czasie I wojny świat. a nawet oficjalnymi
barwami Poznańskiego było zestawienie biało-amarantowe. Ostatecznie jednak,
uwzględniając możliwości technologiczne, po wielu parlamentarnych dyskusjach,
rozporządzeniem prezydenta z 1927 r. ustalono pełniejsze i prawie ostateczne
szczegóły dotyczące barw i chorągwi, które praktycznie obowiązują do dzisiaj.
[58] Jan Raszka w innym brulionie (Br.
II) tak o tym wydarzeniu pisze: Defilada
prawie zamarzła, okrzyknięcie księcia królem na szczęście się nie udało, książe
wprost na dworzec odjechał, huczne przyjęcie dla pozostałych generałów i
oficerów się odbyło.
[59] Józef
Haller (1873–1960) - polityk, gen. broni WP; 1912 organ. Sokolich Drużyn
Polowych i 1914 komen. Legionu Wsch.; od 1916 dow. II Br. LP; 1918–19 dow.
nacz. Armii Polskiej we Francji; V–IX 1919 dow. Frontu Płd.-Zach., potem Płd.,
IX 1919–VII 1920 — Frontu Pomor.;; VII–VIII 1920 Gen. Insp. Armii Ochot. i czł.
Rady Obrony Państwa, VIII–X 1920 dow. Frontu Pn.-Wsch. i Pn.; 1921–26 Gener.
Insp. Artylerii; 1940–43 czł. rządu RP na emigracji; po wojnie pozostał na
emigracji.
[60] Jak na obrazie Przysięga Kościuszki na krakowskim Rynku Michała
Stachowicza, dwoma palcami, a nie całą dłonią. Salutując wskazuje się dwoma
palcami na godło narodowe, jakby w geście przyrzeczenia na polskie godło i
dlatego nie wolno salut. do „pustej” głowy bez nakrycia z godłem.
[61] Leoben, m. w
środkowej Austrii (Styrii), gdzie zgodnie z wczesnośredniowiecznymi tradycjami
przem. górniczego i metalowego, słynną szkołę górniczą założył arcyksiążę Jan
(1782 – 1859), której tradycje określone jako życie leobeńskie
rozpowszechniły się w państwie Habsburgów i poza nim.
[62] Hieronim
Przepiliński (1872-1923) – płk WP; naucz. i organ. skautingu (1912) w Cieszynie;
prezes gniazda Tow. Gimnast. „Sokół”; organ. i d-ca drużyn sokolich, z których
powstał Legion Śląski Leg. Pol. w 1914 r. w Cieszynie.
[63] Wiktor
Rylski () - major LP; dowódca 6 pułku piechoty III Brygady
[64] Stanisław
Kochański (1880-1935) – drukarz a nst. urzędnik Kasy Chorych w Stanisławowie;
czynny czł. Pol. Partii Soc.-Dem. Galicji i Śl. Ciesz.; 1914 r. w I Br. LP,
gdzie dosłużył się stopnia kapitana.
[65] Bertold
Merwin pierw. nazwisko Menkes (1879-1946) – ppłk WP; nauczyciel, dr filoz.,
publicysta, dzienn., literat, kpt., prac. biura prasow. LP, 1914 r. w II Br.
LP; 1922 r. w Dow. Okr. Korp. W-wa; 1939 r. ewakuow. do Rumunii a nst. osiadł w
Afryce (Lusaca, Zambia), gdzie prowadził polskie gimnazjum dla uchodźców.
[66] Triumfalne
bramy witały 1 grudnia 1916 r. w Warszawie legionistów prowadzonych wówczas
jeszcze przez płka Józefa Hallera, którzy następnie przedefilowali na placu
Saskim (obecnie Józefa Piłsudskiego) przed warszawskim generałem-gubernatorem
gen. Hansem von Beselerem i dow. LP gen. St. Szeptyckim, gdzie na placu jeszcze
nie było Grobu Nieznanego Żołnierza, ale był widomy znak rosyjskiej władzy –
cerkiew, którą kilka lat później rozebrano.
[67] Tunelu Luksemburskim, a właściwie
Galerii Luksemburskiej, kolebkowo oszklonej od góry galerii handlowej i wystawienniczej,
po roku 1944 już nieistniejącej, a wówczas przy ul. Senatorskiej 29.
[68] było jego parolą
– hasłem dnia, w tym przypadku czasu.
[69] Janina Korolewicz-Waydowa (1876–1955) -
śpiewaczka (sopran); 1897–1902 występowała w operze warsz. (1917–19 i 1934–36
jej dyr.); odnosiła wielkie sukcesy na scenach operowych całego świata.
[70] Wojciech
Kossak (1856–1942) - syn Juliusza, malarz; studiował w
Krakowie, Monachium i Paryżu; od 1916 prof. Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie;
rtm. w LP.; twórczość Kossaka ukształtowała się pod wpływem dzieł ojca i J.
Brandta; malował cieszące się wielką popularnością sceny hist. i batal.,
rodzajowe, portrety oraz konie.
[71] Stanisław
Konstanty Wojciech Lentz (1861-1920) – art. mal., portrecista, rysownik;
stud. w Szk. Szt. Pięknych w Krakowie u Matejki, w Klasie Rysunku u Gersona,
nst. w ASP w Monachium oraz w Académie Julien w Paryżu; ilustr. warsz. pism;
dyr. Szk. Szt. P. w Warszawie; portr. m.in. gen. J. Hallera i K. Szeptyckiego
(1920).
[72] Mieczysław
Frenkiel (1859 – 1935) – właśc. Bonawentura Adam M. Frenkiel, aktor; występy od
1879 w Krakowie, Lwowie, od 1890 w Warszawie (WTR, Teatr Narodowy); jeden z
najwybitniejszych pol. aktorów komediowych; z upodobaniem występował w rolach
fredrowskich; w okresie międzywojennym grał w filmie; był zasłużonym pedagogiem
w szkołach warsz., m.in. 1925–32 lektor dykcji i wymowy na Uniw. Warszawskim.
[73] Królewiak
– mieszkaniec zaboru rosyjskiego, którego częścią było Królestwo
Kongresowe a później Królestwa Polskiego, jako części Cesarstwa Rosji.
[74] Bronisława
Orkanowa () – malarka; żona Władysława Orkana, członkini POW.
[75] Janina
Zand (1894-1969) - malarka, w czasie I wojny sanitariuszka, członkini POW.
[76] peowiaczka
- członkini POW, Polskiej
Organizacji Wojskowej, tajnej, powstałej z inicjat. J. Piłsudskiego w 1914
r. w W-wie. Początkowo gł. celem POW była dział. wywiad. i dywers. przeciwko
Rosji; 1915-17, po zajęciu Król. Pol. przez państwa centr., półlegalna; po
kryzysie przysięg. i areszt. Piłsudskiego w VII 1917, działała w konsp.
przeciwko okupantom austr. i niem.; POW uczestniczyła w przejmowaniu władzy w
Galicji i rozbrajaniu Niemców w Król. Pol.
[77] Zofia
Kamińska z Trzcińskich (1890–1977) -
żona Zygmunta, rzeźbiarka; uprawiała rzeźbę figuralną o tematyce hist., rel. i
portretowej oraz medalierstwo; monumentalne realizacje w kościołach w
Warszawie.
[78] Wanda
Melcer (1896–1972) - córka Henryka Melcera, powieściopisarka
i publicystka; w utworach analiza społ.-obyczajowej sytuacji współcz.
kobiety.
[79] Felix
von Barth () – niem. gen., w tym czasie (1917) m.in. przeprowadzał inspekcję
Polskiej Siły Zbrojnej.
[80] Rudolf
Ritter von Walcher Uysdale (1839 – 1917) – generalny (kameralny) dyrektor
Komory Cieszyńskiej (Erzherzogliche Kammer) tj. arcyksiążęcych (Habsburgów) dóbr
na Śląsku Cieszyńskim, m. in. dzięki niemu Jan Raszka został rzeźbiarzem i mógł
studiować we Wiedniu.
[81] Karol
Trzaska Durski (1849–1935) – gen. broni , austr. marszałek polny; 1868 —1908 w armii
austr.; 1914–16 komendant Leg. Pol. z ramienia Austrii; od 1919 w WP, dow.
Okręgu Generalnego Warszawa, przewodn. Komisji Weryfikacyjnej; 1920 czł. Rady
Wojennej; 1921 mianowany generałem broni; 1922 przeniesiony w stan spoczynku.
[82] Edward
Rydz-Śmigły (1886–1941) – marsz. Polski, polityk; absol. ASP w Krakowie; bliski
współpr. J. Piłsudskiego; w czasie I wojny św. w LP, m.in. dow. 1 pułku piech.,
od IX 1915 — I Br.; od XI 1918 w WP; 1919 mian. gen. broni; w wojnie
pol.-bolszew. dow. 3 armii, od 18 VIII 1920 dow. 2 armii; od 15 IX 1922 insp.
armii; od V 1935 gener. insp. sił zbr.; od 1936 marsz. Polski; w 1939 Nacz.
Wódz; 17 IX 1939 przeszedł do Rumunii, intern.; 7 XI złożył rezygn. z funkcji
Nacz. Wodza; 1941 powrócił potajemnie do kraju; zmarł pod nazwiskiem Adam
Zawisza.
[83] Mieczysław
Norwid-Neugebauer (1884–1954) – gen. dyw.; przed I wojną świat.
członek pol. organ. wojsk.-niepodl.; 1914–17 w Legionach Pol.; od XI 1918 w WP;
inspektor armii; 3 IX 1939 –I 1940 szef Pol. Misji Wojsk. w Londynie; X
1942–1947 Szef Admin. Pol. Sił Zbrojnych; po demobilizacji osiedlił się w
Kanadzie.
[84] Henryk
Minkiewicz, pseud. Wacław (1880 – 1940) – działacz socjalist. od 1904 r., gen. dyw.
WP; w sierpniu 1914 r. wstąpił do LP, oficer LP na froncie wsch. w Karpatach; w
1917 w Polskiej Sile Zbrojnej; w WP do 1929r. W 1939 intern. przez Armię
Radziecką w Kozielsku i Starobielsku, tamże zamordowany.
[85] Marian
Januszajtis-Żegota (1889–1973) - generał dywizji, inżynier rolnik;
1912–14 Komendant Nacz. Drużyn Strzeleckich; 15 VIII–5 X 1914 d-ca Legionu Wsch.;
IX 1916–III 1917 d-ca I Brygady Legionów Pol., następnie współorganizator
Polskiej Siły Zbrojnej; 1924–26 wojewoda nowogrodzki; 1939–41 więziony w ZSRR,
skąd po zwolnieniu wyjechał do W. Brytanii, VI 1942–VII 1947 Inspektor do Spraw
Zarządzania Wojsk.
[86] Ferdynand
Zarzycki (1888-1959) – członek Polowych Drużyn „Sokoła”, oficer 2 i 4 pp LP,
po1918 r. gen. WP.
[87] Marceli
Śniadowski (1878-?) – członek „Sokoła”, oficer art. LP, po 1918 r. m. in. dow.
art. obr. Lwowa; płk WP.
[88] Władysław
Eugeniusz Sikorski (1881–1943) - polityk, gen., inż. bud. wod.; od
1914 czł. NKN, od 1916 szef jego Dep. Wojsk.; 1917–18 dow. Kom. Uzup. Pol.
Korp. Posiłk.; od 1918 w WP, 1919–20 dow. Grupy Poleskiej, następnie 5 armii,
później 3 armii; 1921–22 szef Szt. Gener.; 1922–23 premier i min. spraw wewn.;
1923–24 gener. insp. piech.; 1924–25 min. spraw wojsk.; od 1925 dow. Okr. Korp.
we Lwowie; 1928–39 w dysp. min. spraw wojsk., przez Rumunię przedostał się do
Francji; od 30 IX 1939 premier i min. spraw wojsk. rządu RP na uchodź., dow. WP
we Francji, od 7 XI również nacz. wódz i gen. insp. sił zbroj.; od VI 1940 w
W. Brytanii; dążył do zwyc. nad III Rzeszą w sojuszu z moc. zach. i
odbud. niepodl. suwer. RP z przedwoj. granicą wsch.; od VII 1941 podejm. próby
trwałego, równopraw. ułożenia stos. z ZSRR; zginął w katastr. lotn. w
Gibraltarze (okol. katastr. nie zostały w pełni wyjaśnione).
[89] Janusz
Zygmunt Jakub Maleszewski (Jaxa-Maleszewski), pseud. Zygmunt
Jagrym (1879 -1942) – 5.08.1914 wstąpił do LP, walczył z II Bryg. na Węgrzech,
w szarży pod Rokitną ciężko ranny (amputacja nogi); w 1916 przydziel. do
Inspektoratu Werbunkowego a nast. do Biura Komisji Wojskowej Tymczasowej Rady
Stanu a w 1920 r. w Min. Spraw Wojsk; płk kaw. WP; 1926 – 35 Kom. Gł. Policji
Państw., senator;
[90] Bolesław
Piotr Korolewicz (1874 – 1942) – dr med., płk WP; 1914-5 lekarz woj.
armii austr.,. w XII 1915 przenies. do LP, organ. służby sanit. armii „Wschód”
a nast. szef sanit. frontu galic.-wołyń. a później podolskiego (1919-21).
[91] Bogusław
Sidorowicz (1888 – 1951) – dyrygent orkiestr wojsk., kompozytor, publicysta; dr
filologii; w VI 1915 r. wstąpił do LP, 1916-17 kapelmistrz 6 pp.; zasłużony
organizator ruchu muzycznego w WP.
[92] Franciszek
Aleksandrowicz (1861-1927) – gen. por. w armii austr.; od XI 1918
r. w WP; organ. pol. oddz. (np. w Cieszynie 10 pp); insp. Okręgu Generalnego
Kraków na Śląsk Cieszyński; dow. 4 DP (1919).
[93] Wincenty
Wodzinowski () – chorąży LP (1917), artysta malarz.
[94] Józef
Panaś (1887 – 1940) – ksiądz, kapelan LP, ppłk. WP, działacz ruchu lud.,
publicysta, pamiętnikarz; czł. Drużyny Bartoszowej i „Sokoła”, w VIII 1914 r.
wstąpił do LP, superior polowy przy Kom. Leg.
[95] Jan Effenberger-Śliwiński () –
ppor. LP (1917).
[96] Juliusz
Ostoja-Zagórski (1878-1919?) – dow. 2 p. ułanów LP; prawdop.
zginął podczas zamieszek w Hamburgu.
[97] Bolesław
Długoszowski-Wieniawa (1881–1942) -
gen., legionista, z zawodu lekarz; adiutant J. Piłsudskiego; współorg.
przewrotu majowego 1926; 1938–40 ambas. RP w Rzymie; 21 IX 1939 wyznacz. na
prez. RP, nie objął urzędu wskutek sprzeciwu Francji; 1942 mian. posłem RP na
Kubie; związany z kręgiem „Wiadomości Literackich” i „Skamandra”;
[98] Juliusz
Kaden-Bandrowski (właśc. J.
Bandrowski), (1885–1944) - brat Jerzego Bandrowskiego, pisarz; oficer Leg. Pol.,
adiutant J. Piłsudskiego; prezes ZZLP, sekr. generalny PAL; powieści polit. z
kluczem, łączące elementy naturalizmu i ekspresjonizmu (Generał Barcz, cykl Czarne
skrzydła), wspomnienia.
[99] Zygmunt
Klemensiewicz, pseud. Alfred Górecki (1874 – 1948) – mjr WP,
działacz społ.-polit., publicysta-redaktor, na studiach med. związał się z
ruchem socjal., w 1905 z J. Piłsudskim; w VIII 1914 r wstąpił do I Bryg. LP,
kampania wołyńska a nast. oficer werbunkowy; 1930 – 35 senator.
[100] Naczelny
Komitet Narodowy (NKN) - organ polit., utworzony VIII 1914 w Krakowie z
inicjatywy polityków galic. o orientacji proaustr; był najwyższą instancją w
zakresie wojsk., skarbowej i polit. organizacji pol. sił zbrojnych – LP; 1917
po powołaniu - Rady Regencyjnej, NKN rozwiązał się; likwidacja trwała do 1920.
[101] Ludomil
German (1851–1920) - ojciec Juliusza, dramatopisarz, krytyk lit., działacz
polit.; 1877–1906 pracował w szkol., m.in. przew. Komisji Szk.; 1905–08 prezes
Tow. Liter. im. A. Mickiewicza; od 1907 poseł do parlamentu austr., 1910 poseł
na Sejm Krajowy; autor dramatów i librett operowych, także prac krytyczno-lit;
czł. NKN.
[102] Ignacy
Daszyński (1866 – 1936) - działacz socjalist., pol., publ.; 1892 założ. i
przywd-ca Pol. Partii Soc.-Dem. Galicji i Śl. Ciesz. (PPSD); 1897–1918 poseł do
austr. Rady Pań.; 1902–19 radny m. Krakowa; współprac. z PPS, popierał prace J.
Piłs. nad przygot. kadr przyszłego woj. pol., przyczynił się do powst. Leg.
Pol., zwolennik odbud. pań. pol. przy pomocy Austro-Węgier; XI 1918 premier i
min. spraw zagr. Tymcz. Rządu Lud. Rep. Pol. w Lublinie; VII 1920–I 1921
wicepremier Rządu Obrony Narodowej; od 1919 w PPS, czł. Rady Nacz., 1921–28 i
1931–34 jej przewodn.; 1919–35 poseł na sejm, 1922–28 wicemarszałek, 1928–30
marszałek sejmu.
[103] Feliks Jaworski (1892–1926) - major;
oficer armii ros.; 1918 dow. Pułku Szwoleżerów Pol. III Korpusu Pol. w Rosji; od
XI 1918 w WP.
[104] Zygmunt
Marek (1872–1931) - adw., dr praw (UJ), dział.
socjal. (Pol. P. Soc.-Dem. Gal. i Śl. Ciesz. a nast. PPS); obr. strajków rob.
(1904); od 1908 r. radny Krakowa; czł. austr. Rady Państwa (1911); pomagał
emigr. z zaboru ros., w tym i Leninowi (przyczynił się do jego uwolnienia);
uczest. II Międzynarodówki w Bazylei (1912); związał się z koncepcją polit. J.
Piłs.; bronił ofic. podofic. I Bryg. (jesień 1917); od 1919 r. poseł na Sejm RP
z ramienia PPS.
[105] Kazimierz
Chłędowski (1843–1920) - pisarz, historyk i publicysta; do lat 80. we Lwowie,
związany z obozem galic. demokratów; autor zbioru charakterologiczno-obyczajowego
oraz utworów satyr.-polit.; od 1881 w Wiedniu jako wysoki urzędnik
Austro-Węgier (1899–1900 min. do spraw Galicji); badacz obyczajów i kultury
Włoch i Francji XVI i XVII w; ponadto powieści oraz cenne Pamiętniki.
[106] Stanisław
Niewiadomski (1859-1936) - kompozytor, pedagog, krytyk muzyczny;
[107] regenci
- członkowie Rady Regencyjnej
(1917–18), formalnie najważ., tymcz. władza w Król. Polskim, która wraz z
powołanym przez siebie rządem sprawowała ogranicz. władzę administr., gł. w
dziedzinie szkoln. i wymiaru sprawiedl.
[108] Aleksander
Kakowski (1862–1938) - abp metrop. warsz., kard.; prymas Król. Pol.; od 1910
rektor Akad. Duch. w Petersburgu; 1917–18 czł. Rady Regen.; przyczynił się do
rozw. prasy katol.; organ. duszp. akad. i wydz. teol. na Uniw. Warsz.; od 1927
współorg. Akcji Kat.; autor artyk. i rozpraw z zakr. ustawodaw. kośc.
[109] Zdzisław
Lubomirski, książę (1865–1943) - polityk, działacz społ., prawnik; 1916–17 prez.
W-wy; 1915 prezes Centr. Kom. Obyw.; działacz Stron. Polityki Realnej; 1917–18
czł. Rady Regen.; 1928–35 senator z listy BBWR.
[110] Józef
Ostrowski (1850–1923) - od 1905 czł. Stron. Polityki Realnej; 1906–10 poseł do
ros. Dumy Państw., od 1907 prezes Koła Pol.; 1917–18 czł. Rady Regencyjnej.
[111] Ten akapit dot. medali J. Raszka
zapisał w Brulionie I, natomiast akapity poprzednie dot. zarówno plakiet, jak i
medali, najpełniej oddające tą problematykę, autor zapisał w Brulionie III.
[112] Odmawianie
przysięgi (73,8 % legionistów) wierności nieokreślonemu królowi i wątpliwemu sojusznikowi
(Niemcom) nastąpiło w lipcu 1917 r. w wyniku czego Piłsudski i jego
współpracownicy zostali aresztowani. Oficerów legionowych internowano w
Beniaminowie, podoficerów i szeregowców w Szczypiornie a pozostałych z Galicji
objęto werbunkiem do austr. wojska.
[113] Ludwik
Wolberg (1820-1900) - lekarz, powstaniec 1863 roku, wywieziony na Sybir, potem
w Warszawie.
[114] Anatol
Minkowski (1891-1939?) - płk WP (1918
-1926), stud. archit. wnętrz w
Monachium, wstąpił do LP w 1914.
[115] Izydor
Zand (1863-1932) - dyrektor Banku Handlowego w Łodzi.
[116] Franciszek
Mączyński (1874-1947) – archit. krak., projekt. m.in. kościół i klasztor oo.
Jezuitów w Krakowie. przy ul. Kopernika.
[117] Gen.
J. Haller, dow. II Korp. Polskiego, nie dając się rozbroić Niemcom i Austr., w
bitwie pod Kaniowem (11.05.18 r.) z nieco ponad połową Korp. przeszedł na
stronę rosyjską i przez Murmań dotarł do Paryża tworząc tam Armię Polską.
[118] Chorąży
Jan Raszka z racji swojej obywat. przynal. do gminy Frysztat na terenie Ziemi
Cieszyńskiej otrzymał przydział do pułku wywodzącego się ze Śląska Ciesz.
Według nazew. austr. były to: 100 pp i 31 pp Obrony Krajowej „Teschen”, które
później już jako Polska Siła Zbrojna oficjalnie podległa Radzie Regen.
pozostawały w silnym związku i ideowej podległ. pod Dep. Wojsk. NKN (będący w
trakcie likwid.), którego siedzibą wówczas był Piotrków Tryb. Na pocz. listop.
1918 r. utworzony został IV Inspekt. w Piotrkowie Tryb. i nast. kolejne zmiany
organ. dot. przynal. poszczeg. Okr. Wojsk. Ciesz. pułki, po 11 listopada 1918
r. zostały przemian. na 10 pp i 31 ps (p. strzelców).
[119] Jan
Bukowski (1873–1943) - grafik i malarz; czł. tow. Sztuka, współzał. tow. Polska
Sztuka Stosowana; od 1904 kier. artyst. drukarni UJ, od 1912 prof. Szkoły
Przemysłu Artyst. w Krakowie; zajmował się gł. typografią i ilustracją
książkową; tworzył polichromie, witraże, projekty wnętrz.
[120] Antoni
Procajłowicz (1876–1949) - malarz; pejzaże, malowidła ścienne, witraże, ilustracje
książkowe; współzałożyciel stowarzyszenia Polska Sztuka Stosowana.
[121] Napoleon
Telz (1860-1943) - właściciel Drukarni Narodowej, od 1912 na ul. Wolskiej 19
(dzisiaj J.Piłsudskiego) w Krakowie.
[122] Władza zaborcza nie uznawała wolności obywatelskiej, wg niej wszyscy mieszkańcy byli poddanymi cesarza.