Przedstawiam się

Od urodzenia 29 sierpnia 1931 r. do chwili wypędzenia
3 października 1944 r. byłem mieszkańcem Warszawy. Tam z rodzicami Janiną i
Janem Szydlik przeżyłem dzieciństwo, oblężenie w 1939 r., lata okupacji (Byłem świadkiem)
i Powstanie Warszawskie (Dni wolności na Hożej). Tam również byłem
uczniem I klasy gimnazjalnej tajnych kompletów I Państwowego Męskiego Gimnazjum
i Liceum im. Stefana Batorego. Mój starszy brat Włodzimierz w tym czasie był
uczniem IV kl. Nasze mieszkanie stanowiło miejsce spotkań uczącej się
młodzieży, która także była zaangażowana w pracach i działaniach zbrojnych
Polskiego Państwa Podziemnego.
Wypędzeni z Warszawy znaleźliśmy się
Wysocku Małym pod Ostrowem Wlkp., gdzie skończyłem gimnazjum, by nast. przenieść
się do Bydgoszczy, gdzie w 1950 r. po zdaniu matury w Liceum Chemicznym
uzyskałem dyplom technika chemika oraz dostałem nakaz pracy do Zakładów
Przemysłu Tworzyw Sztucznych „ERG” w Pionkach koło Radomia, które to Zakłady
były częścią przemysłu zbrojeniowego (W szkole). Ponieważ moim zamiarem,
wbrew założeniom ówczesnych władz, były jednak dalsze studia politechniczne,
postarałem się o zmianę miejsca pracy do Zakładów Przemysłu Azotowego w
Kędzierzynie, gdzie znalazłem się w październiku 1950 r. W nast. roku byłem już
studentem Wydziału Chemicznego Wieczorowej Szkoły Inżynierskiej Politechniki w
Gliwicach, dokąd na zajęcia dojeżdżałem z Kędzierzyna. W czerwcu 1952 r.
przeniosłem się do Oświęcimia. Pracując w Instytucie Syntezy Chemicznej na
terenie Zakładów Chemicznych „OŚWIĘCIM” mogłem równocześnie studiować już na II
roku Wydziału Chemicznego Politechniki Krakowskiej. Studia ukończyłem, zdając
egzamin dyplomowy we wrześniu 1955 r., będąc w międzyczasie bezrobotnym.
Staraniem władz partyjnych, nie będąc członkiem PZPR, nie mogłem kontynuować
nauki na studium magisterskim (W pracy i szkole).
W ISChem i ZCHO uczestniczyłem w
rozruchach mechanicznych i surowcowych kilku instalacji, jak nap.: syntezy
acetonu z alkoholu etylowego i acetylenu, acetylenu, cjanowodoru, polimeryzacji
i suszenia PCW, polimeryzacji octanu winylu. Będąc kierownikiem laboratorium na Z-VI
prowadziłem badania nad otrzymywaniem perłowego, jak i perełkowego
polimetakrylanu metylu oraz wprowadziłem do ruchowej analityki chromatograficzne
oznaczanie monomeru metakrylanu metylu, Pozwoliło to na standaryzację produkcji
a równocześnie stanowiło pierwsze w świecie zastosowanie chromatografii gazowej
do jakościowego i ilościowego oznaczania monomerów. Następnie zostałem
kierownikiem laboratorium Wydziału Zastosowań ZCHO. Tam zajmowałem się badaniem
zastosowań wyrobów końcowych ZCHO. Do tego celu poza analityką klasyczną
służyło mi przetwórstwo kauczuków i tworzyw termoplastycznych oraz
specjalistyczne urządzenia do dynamicznych badań wytrzymałościowych różnych
kształtek otrzymanych z różnych tworzyw. Prowadziłem również badania
sensoryczne polistyrenu oraz reologiczne stopionych termoplastów. W pracowni
chromatograficznej poza już rutynowymi badaniami opracowałem metodę oznaczania
monomerów, z których uzyskiwano kopolimery, bądź mieszaninę polimeryczną, co
było kolejną nowością w analityce polimerów (Na Wydziale Zastosowań).
W 1972 r., gdy odmówiono mi podwyżki
zarobków, na zasadzie umowy stron przeniosłem się do Ośrodka
Badawczo-Rozwojowego Przemysłu Tworzyw Sztucznych w Mikołowie, gdzie
zatrudniono mnie w charakterze specjalisty w Dziale Studiów i Prognoz, skąd w
1976 r. służbowo przeniesiono mnie do Zjednoczenia Przemysłu Tworzyw i Farb
także w Mikołowie na stanowisko technologa. Nie mając szans na awans i podwyżkę
w październiku 1978 r., za zgodą stron przeniosłem się do Włocławka, gdzie jako
pracownik gliwickiego Prosynchemu nadzorowałem budowę kompleksu zakładów do
produkcji 300 tys. t rocznie. Prowadziłem nadzór inwestycyjny i rozruch mechaniczny
instalacji otrzymywania chlorowodoru, wodorotlenku sodu i chlorku winylu.
Myślę, że pracując we Włocławku zostałem doceniony, bowiem moje pobory w
stosunku do Oświęcimia a nawet Mikołowa wzrosły dwukrotnie. Ponieważ jednak
kończyła się inwestycja a ja mogąc nadal pracować w Prosynchemie w Gliwicach,
zmuszony byłbym do dojeżdżania z Oświęcimia, co było praktycznie niewykonalne a
pracodawca nie dawał mieszkania. Podjąłem więc decyzję pójścia na przyśpieszoną
emeryturę co zrealizowałem z końcem 1981 r. (Poza Oświęcimiem).
Na emeryturze zająłem się swoimi
hobby a raczej drugim zawodem, jakim było ratownictwo górskie, instruktaż
narciarski oraz przewodnictwo górskie i terenowe, bowiem w tym zakresie nabyłem
państwowe uprawnienia. Zająłem się jeszcze swoim kolejnym hobby, jaką jest
historia szczególnie II wojny światowej i Oświęcimia. Obecnie mając ograniczone
możliwości przemieszczania się pogłębiam swoją znajomość historii, najlepiej
czując się za biurkiem wśród książek w swoim pokoju (Sielanka).
Oświęcim, w lutym 2007 roku Andrzej Szydlik