Film Pianista, reżyserii Romana Polańskiego, zrealizowany w oparciu o autobiograficzną opowieść Władysława Szpilmana, mający wiele cech dokumentu i za taki dla wielu będzie służył, uzyskał 7 nominacji do Oskara i 7 Cezarów, uzyskał także moją 1. anominację oraz moją 1. dezaprobatę jako dokument.
7 + 7 - 1 - 1
Nie jest moim zamiarem jakiekolwiek podważanie słuszności tych przyznanych 7 nominacji do Oskara, czy 7 paryskich Cezarów. Przeciwnie, jest to moim zdaniem film świetny, wręcz doskonały w swoim realizmie, prawie tak doskonały jak pierwowzór, książka Władysława Szpilmana o tym samym tytule.
Znam realia Warszawy tego czasu z autopsji a znajomość tego tematu pogłębiłem wiedzą zawartą w literaturze przedmiotu. Mieszkałem wówczas obok getta. Wiedziony ciekawością kilkakrotnie przejeżdżałem tramwajem przez jego teren. Jako gazeciarz znałem życie ulicy i musiałem umieć rozpoznawać stróżów porządku różnego rodzaju, choćby nawet po fragmencie ich stroju. To było częścią a często i warunkiem życia w okupowanej Warszawie. Nawet na zatłoczonej ulicy drobne detale ubioru pozwalały mi na wyróżnienie granatowego policjanta, żydowskiego policjanta, esesmana, czy blacharza a nawet ubranego po cywilnemu gestapowca też mogłem zauważyć.
Polska Policja, zwana granatową wyróżniała się charakterystycznym granatowym mundurem a przede wszystkim czapką z granatowym otokiem i palną bronią krótką. Natomiast Żydowska Służba Porządkowa, zwana policją żydowską nie miała jednolitego ubioru, często ubrani byli w płaszcze, zwykle w jasne prochowce a niezależnie od ubioru każdy posiadał na prawym ramieniu białą opaskę z gwiazdą Dawida, pas, białą pałkę i policyjną czapkę, ale nie z granatowym, lecz z żółtym otokiem, co było bardzo charakterystyczne i widoczne nawet z daleka. Nie posiadali broni. Oba rodzaje policji działały w ramach niemieckiej Policji Porządkowej (Ordnungpolizei), z tym, że żydowska policja działała wyłącznie wewnątrz getta a granatowa wyłącznie poza gettem po t. zw. aryjskiej stronie. Żydowska policja liczyła ok. 2 tysiące młodych Żydów, ich komendantem był Józef Szeryński, a jego zastępcą Jakub Lejkin.

W filmie Pianista, w początkowych kilku scenach z policją żydowską, widoczne były wyraźnie czapki z żółtymi otokami, tak jak je wielokrotnie widywałem w Warszawie. Stanisław Kopf, w kronice fotograficznej walczącej Warszawy p. t. "Lata okupacji" (Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1989), zaprezentował wiele czarno-białych fotografii z tego okresu i miejsca. Wybrałem jedno z nich, ze strony 355, wyraźnie prezentujące jasny a więc żółty otok na czapce. Dla przypomnienia faktu filmowego, niezgodnego z ówczesną rzeczywistością, z tegoż filmu załączam fotos, znajdujący się w książce Władysława Szpilmana Pianista (Wyd. ZNAK, Kraków 2003) , na której to fotografii policja żydowska ma czapki policji granatowej.
Takie prezentowanie faktów może u widza wyrobić błędne przekonanie, że owszem początkowo getta pilnowała żydowska Służba Porządkowa, ale na przykład na Umschlagplatzu to już byli policjanci z granatowymi otokami na czapce, a więc policja granatowa, czyli polska. Właśnie możliwość takiej interpretacji rzeczywistych wydarzeń relacjonowanych w filmie Pianista jest oczywistym antypolonizmem zniekształcającym historię. I co z tego, że 99 % filmu rzetelnie przedstawia fakty, jak ten 1 % ustawia Romana Polańskiego obok Stevena Spielberga za jego zakłamane antypolonizmy w Liście Shindlera, czy obok Claude Lanzmanna za jego kłamliwie antypolski Shoah oraz obok Mariana Marzyńskiego twórcy równie kłamliwego Shtetl.
Roman Polański znał krakowskie getto, być może jakieś getto, przynajmniej z opowieści znał również i współproducent Pianisty, Lew Rywin. Być może taka znajomość tematu miała wpływ na obraz policji żydowskiej, ale dlaczego tylko w trzech pierwszych bardzo krótkich ujęciach były na czapkach żółte otoki i dlaczego później były wyłącznie widoczne granatowe otoki czapek, jak u granatowej polskiej policji.
Filmy te powstały w dużej mierze w kręgu nie rdzennie polskich twórców, raczej powstały, jak widać w dużej mierze na skutek określonych antypolskich oddziaływań politycznych. Niestety te antypolskie oddziaływania w sferze kultury są już zauważalne także w najnowszej literaturze historycznej. Wydana przez Bertelsmann Media & Wydawnictwo Dolnośląskie Warszawa-Wrocław z bardzo dobrą szatą graficzną, w 2003 roku, w 6 tomach albumowa praca zbiorowa p. t. Polska dzieje cywilizacji i narodu tom 2 Monarchia Piastów, we wprowadzeniu na str. 7 m. in. pisze:
"Zmiana oceny znaczenia kolonizacji niemieckiej musi wpływać na zmianę sposobu postrzegania kwestii śląskiej i krzyżackiej. Związek z Koroną Czeską, na który zdecydowali się przedstawiciele śląskich elit, był w dużym stopniu rezultatem różnic w rozwoju gospodarczym, społecznym i narodowościowym Śląska i pozostałych ziem piastowskich. Zakon krzyżacki natomiast nie jawi nam się już jako forpoczta drapieżnej ekspansji niemieckiej, organizacja z założenia agresywna i Polsce nieprzyjazna. Osadzenie rycerzy krzyżackich w ziemi chełmińskiej i podbój Prus (przy znaczącym udziale książąt i rycerstwa polskiego) miały istotne znaczenie dla rozwoju gospodarczego i kulturowego tych ziem."
Zapewne Marek Derwich, autor powyższego cytatu rzeczywiście jest przekonany o poprawności misji cywilizacyjnej Krzyżaków i o błędnym Piastów i Jagiellonów przeciwdziałaniu "Drang nach Osten" tylko czym jest o tym przekonany? Bowiem nie przypuszczam, choć powyższe twierdzenia na to by wskazywały, że jest pod urokiem zarówno traktatu jak i paszkwilu Jana Falkenberga, niemieckiego dominikanina, których treść omawiana była na soborze w Konstancji. Paszkwil jednak został potępiony w 1418 r. a jego autor znalazł się w papieskim więzieniu, natomiast do odwołania traktatowych tez, zmuszono Falkenberga do odwołania w 1424 r. Toteż sądzę, że ani Piastowie w swojej walce z niemieckim bizantynizmem, ani Jagiellonowie w swoich zwycięstwach nad Krzyżakami nie stanowili zapory, ani dla chrystianizacji, ani dla cywilizacji Słowiańszczyzny.
Natomiast
sądzę, że gdyby zarówno Piastowie, jak i Jagiellonowie byli bardziej skuteczni
i zdecydowani w antypolskim a wówczas i antysłowiańskim przeciwdziałaniu oraz
gdyby chrystianizację prowadzili zgodnie z własnym obyczajem, to Prusy nie
byłyby tylko nazwą terenu, nazwą zawłaszczoną, ale nazwą związaną z kulturą i
plemieniem, które nie byłoby wytępione. Myślę również, że bardziej skuteczne
zwalczanie niemieckiego bizantynizmu nie doprowadziłoby także do powstania np. KL Auschwitz-Birkenau.
Szczególnie teraz, w okresie wielkich organizacyjnych przemian w Europie, należy piętnować wszelakie polityczne kłamliwe manipulacje faktami historycznymi dla dobra narodu, którego ma się zaszczyt być reprezentantem.
Oświęcim, dnia 23 lutego 2003 r. Andrzej Szydlik