Dnia 6 sierpnia 1914 roku, Pierwsza Kadrowa dała sygnał światu i narodowi, że wreszcie nadszedł czas walki o wolność, o Państwo Polskie.

Dnia 15 sierpnia 1920 roku, Wojsko Polskie zatrzymało czerwoną zarazę na przedpolach Warszawy, dając światu i narodowi sygnał, że zbrojnie, wbrew wielu europejskim politykom, potrafi zagwarantować istnienie wolnego Państwa Polskiego.

Dnia 1 sierpnia 1944 roku, Armia Krajowa Polskiego Państwa Podziemnego wespół z polskim społeczeństwem, rozpoczęła w Warszawie otwartą walkę z najeźdźcą, dając światu sygnał, iż wbrew czerwonej propagandzie, walki z Niemcami nie przerwali i o wolną Polskę potrafią walczyć, nawet, gdy jest to sprzeczne z polityką sojuszników.

 

                TRZY SIERPNIE

 

Te trzy sierpnie, tak różne w czasie i nie zawsze połączone tym samym miejscem, miały jednak wielką wspólną cechę. Było nią dążenie narodu do wolności, do niepodległości, które objawiło się wówczas wolą tworzenia swojego zbrojnego ramienia, wolą składania niewymiernej daniny krwi, wolą parcia do tego jedynego celu, wbrew wielu przeciwnościom, a jak niektórzy, niepolscy politycy twierdzą, również i wbrew „zdrowemu rozsądkowi”. Najczęściej jednak miarą „zdrowego rozsądku” są przeliczalne dobra doczesne, często również jako miara służą wartości etyczne.

Wartość niepodległości wymyka się tym kwalifikatorom, tkwi ona w narodzie i o nim świadczy. Tkwi w podświadomości narodu a nie na szalce jakiejś wagi. Jest niezłomną twórczą mocą, szczególnie wtedy, gdy owa przysłowiowa waga jest w obcych rękach. W czasie tych trzech sierpni wagę trzymały obce mocarstwa a nawet, jeśli mieniły się sojusznikami, to ich decyzje, bądź ich brak, były, poza nielicznymi wyjątkami, skierowane przeciwko nam, przeciwko naszej niepodległości!

 

Dnia 6 sierpnia 1914 roku

Tegoż dnia, na rozkaz Józefa Piłsudskiego, I Kompania Kadrowa Strzelców z krakowskich Oleandrów wymaszerowała na polskie ziemie, będące pod zaborem rosyjskim, by dać sygnał o powstawaniu zalążka przyszłego Wojska Polskiego. Jakkolwiek akcja ta nie przyniosła spodziewanych rezultatów, stała się jednak zaczynem do dalszych narodowych działań dla wielu różnie działających, ale których łączyło jedno – pragnienie NIEPODLEGŁOŚCI POLSKI.

W tymże miesiącu, w Krakowie, w wyniku poparcia Komisji Skonfederowanych Stronnictw i Centralnego Komitetu Narodowego, Austriacy zezwalają na tworzenie legionów w ramach armii Austro-Węgier. Dnia 16 sierpnia, te same siły polityczne, zawiązują w Krakowie Naczelny Komitet Narodowy (NKN), złożony z przedstawicieli wszystkich stronnictw: od konserwatystów i endeków do ludowców i socjalistów. NKN objął patronatem politycznym przyszłe legiony, wykorzystując do ich tworzenia nieformalną, partyzancką „Kadrówkę” Józefa Piłsudskiego.

 

Jeszcze w tym samym miesiącu, na skutek żywiołowych zgłoszeń również i z innych zaborów, powstaje pod komendą J. Piłsudskiego 1 pułk Legionów, przemianowany później na I Brygadę. W połowie września 1914 r. powstaje II Brygada Legionów złożona z dalszych dwóch pułków strzeleckich pod dowództwem pułkowników Zygmunta Zielińskiego i Józefa Hallera, rodzinnie powiązanego z Dworami, które obecnie są dzielnicą Oświęcimia. W roku następnym powstaje III Brygada Legionów.

Dnia 31 sierpnia 1914 r. w Oświęcimiu miało miejsce zebranie obywatelskie powiatu oświęcimskiego, celem powołania Powiatowego Komitetu Narodowego w Sekcji Zachodniej NKN. Obecnych na zebraniu było ok. 100 osób. Delegatami ze strony NKN byli: Tadeusz Łopuszański (autor sprawozdania) i Wiktor Ostrowski. W skład Powiatowego Komitetu Narodowego w Oświęcimiu weszły nast. osoby: przewodniczący – Roman Mayzel, zast. przew. – ks. kanonik Karol Szałaśny, sekretarz – inż. Wincenty Byszewski, kier. oddz. skarbowego – Edward Jaśkiewicz, kier. oddz. administracyjnego – Antoni Śmieszek oraz nast. członkowie Komitetu: Wincenty Zwilling, dr. Antoni Bałanda, Józef Ledwoń, Michał Naimski, inż. Jan Paszek, Marcin Krzemień, Józef Thieberg, Józef Schoenker, Teofil Wysocki, Józef Grudziński, Antoni Kotrubski i Józef Jakubiec.

Należy przypuszczać, że Oświęcim nie był wyjątkiem, to była wielka narodowa reakcja na możliwość stanowienia o swoim państwie, zarówno na drodze militarnej, jak i politycznej. Ten zaczyn z 6 sierpnia 1914 roku doprowadził, w czasie tej wielkiej wojny, do powstawania kolejnych bojowych oddziałów, jak np.: Korpusu Polskiego I oraz Korpusu II i III, V Legionu Polskiego (t. zw. „Dywizji Syberyjskiej”), Legionu Puławskiego, czy „Bajonczyków”, a przede wszystkim t. zw. „Błękitnej Armii” pod dowództwem gen. J. Hallera, której trzon stanowili żołnierze Korpusu Polskiego, a która wspomagała Francuzów na zachodnim froncie.

Powstały w Paryżu w lipcu 1917 r. Polski Komitet Narodowy (PKN) pod przewodnictwem endeka Romana Dmowskiego był jakby emanacją powstających na ziemiach polskich Komitetów Narodowych. Dopiero jednak PKN, podporządkowawszy sobie „Błękitną Armię” gen. J. Hallera, stał się formalnie przedstawicielstwem narodu walczącego po stronie koalicji. Umożliwiło to udział Polski w Konferencji Paryskiej, co w rezultacie pozwoliło na reaktywowanie Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Dnia 15 sierpnia 1920 roku

Tegoż dnia, na przedpolach Warszawy, zatrzymana została bolszewicka nawała. Był to czas apogeum wojny polsko-bolszewickiej, trwającej od lutego 1919 r. do październikowego rozejmu w 1920 r. Zdawałoby się, iż była to jedna z wielu lokalnych wojen o granice RP, wojen zarówno dyplomatycznych, jak i militarnych. Była to jednak wojna z czerwoną zarazą, wojna o Europę, o granicę jej cywilizacji, cywilizacji łacińskiej.

Wschodnia polityka Piłsudskiego zakładała utworzenie narodowych państw Litwy, Białorusi i Ukrainy, jako państw buforowych przed rosyjskim imperializmem. Idea ta, wówczas nie znalazła znaczącego poparcia, co było jedną z przyczyn II wojny światowej. Bolszewicy natomiast zwalczali ją, proklamując kolejne sowieckie republiki i w swym programie przymierzali się do zakładania kolejnych poczynając od Polski. Europa do politycznej myśli Piłsudskiego musiała dojrzewać przez 70 lat i czas II wojny światowej.

Dnia 4 lipca 1920 r. gen. Michaił Tuchaczewski, głównodowodzący Czerwonej Armii, grzmiał w rozkazie dziennym: „Na Zachód! Po trupie białej Polski wiedzie droga do światowego pożaru. . .” Premier Grabski, przestraszony odwrotem z Kijowa, szukał na konferencji w Spa ratunku na wyjście z tej tragicznej sytuacji. Lloyd George, wykorzystując sytuacje, w zamian przyrzeczenie pośrednictwa pokojowego, uzyskał zgodę Rady Najwyższej (konferencji paryskiej) i jej organu wykonawczego, Rady Ambasadorów, na decyzje sprzeczne z polską racją stanu, m. in. na usankcjonowanie czechosłowackiego zbrojnego zaboru etnicznie polskiego Zaolzia w styczniu 1919 r. Piłsudski był przeciwny działaniu Grabskiego. Dzięki doskonałemu wywiadowi w Rosji, już od marca 1920 r., wiedział on o zamierzonej bolszewickiej inwazji na Europę. Dlatego też, celem pozyskania sojusznika i w zgodzie ze swoją polityczną doktryną, podjął wyprawę kijowską. Niestety błędy w realizacji jego rozkazów nie doprowadziły do zniszczenia I Konnej Armii Budionnego, co było ujemnym bilansem wyprawy.

W tym czasie wrzaskliwa kampania propagandowa, rozpętana na Zachodzie pod hasłem: „Ręce precz od Rosji”, spowodowała odmowę brytyjskiej wojskowej pomocy i wstrzymała francuskie kredyty militarne. Równocześnie Niemcy nie przepuszczali żadnych pociągów z zaopatrzeniem dla Polski. Podobnie postąpili gdańscy dokerzy i Czesi odmawiając przekazywania lub skutecznie opóźniając dostawy sprzętu bojowego. Działali tak mimo zawartego w 1919 r. układu i zobowiązania w Spa, w tym i Benesza a postępowali tak, nawet w przypadkach, gdy dostawy były opłacone żywą gotówką. Węgrzy chcieli przysłać 30 tys. kawalerię, ale Czesi ich nie przepuścili!!!

Niemcy swoje pretensje do Wielkopolski zamierzali poprzeć zbrojną interwencją, z której zrezygnowali po oświadczeniu Foch’a, że: „Każda akcja niemiecka skierowana przeciwko Polsce uznana zostanie za równoczesną z wystąpieniem przeciw Francji.” Prawie cała Europa złożyła Polskę bolszewikom w ofierze, podobnie uczynił to cały świat pod koniec II wojny światowej. Polacy natomiast znali Rosję i bolszewizm, wiedzieli, więc że ich rządy zaczynają się od rabunku i nieszczęścia. W Wyszkowie na plebanii u księdza Wiktora Mieczkowskiego od 13 sierpnia stacjonowała już niedoszła władza, proklamowanej wcześniej w Białymstoku Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad, którą z nadania Lenina i Komitetu Centralnego partii bolszewickiej reprezentował Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski w składzie: Przewodniczący – Julian Marchlewski, członkowie: Feliks Dzierżyński, Feliks Kon, Edward Próchnik i Józef Unszlicht. 24 lata później rolę Białegostoku przejął Chełm a Wyszkowa Lublin a zachodnie mocarstwa, jak wówczas Ententa chciały zagłaskać Stalina (Teheran, Jałta, Poczdam).

 

Jedynie Polacy właściwie oceniali sytuację zagrożenia Polski i Europy, a pomagał im w tym wysoko rozwinięty instynkt narodowy. Mimo wielopokoleniowej u trzech zaborców niewoli, mimo „zlepienia” państwa z trzech różnych administracji w czasie kilkunastu zaledwie miesięcy, mimo czteroletnich wojen, mimo pięciu innych wojen w tym czasie, mimo pełnej blokady w dostawach, Polacy ze spokojem wytrawnego szermierza przygotowali się do tej najważniejszej bitwy o los Europy. Hasło "Bij bolszewika" zmobilizowało społeczeństwo do działania. Wszyscy zdolni do noszenia broni zaciągnęli się w szeregi wojska a często wielu z nich dodawało sobie lat.

Zgodnie z poleceniem Piłsudskiego następowało przegrupowanie i koncentracja wojsk w rejonie Dęblina, zostawiając trzy czwarte sił dla zdecydowanej obrony przedpola Warszawy. Operacja ta logistycznie była bardzo trudną. Przeprowadzona została perfekcyjnie przez niedoszłego marszałka austriackiego gen. Tadeusza Rozwadowskiego szefa Sztabu Generalnego W.P. w 1920 r. Myśl Piłsudskiego, realizacja Rozwadowskiego i determinacja polskiego żołnierza przyniosła wspaniałe rezultaty. Operacja ta mogła być szczęśliwie zrealizowana, gdyż Stalin, wbrew rozkazowi Tuchaczewskiego, nakazującemu „konarmii” Budionnego szybki marsz na Warszawę, zatrzymał ją pod Lwowem celem jego zdobycia, odsłaniając tym samym południową flankę Czerwonej Armii.

Dnia 15 sierpnia 1920 roku, w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, pod Radzyminem i Ossowem zostaje zatrzymany atak na Warszawę. Dzień wcześniej, 5 armia W.P. będąca w trakcie koncentracji a od kilku dni pod dowództwem gen. Władysława Sikorskiego, śmiałym uderzeniem z nad Wkry w kierunku Nasielska, przekonuje Tuchaczewskiego o słuszności szukania rozstrzygnięcia na północ od Warszawy. Atak ten osłabia działania forsowania Wisły przez bolszewików w rejonie Torunia, Włocławka i Płocka. Niejako przy okazji rozbija także sztabową jednostkę łączności, co wywołało zrozumiały chaos u wrogów.

Dzień później, przyśpieszone o l dzień, następuje polskie uderzenie od południa z nad Wieprza. Czwarta część sił polskich zaatakowała odsłoniętą, pełną euforii ze zdawałoby się niechybnego zwycięstwa, flankę wojsk wroga. Nastąpił bezładny i paniczny odwrót jego armii. Nieprzyjaciel stracił zabitych i rannych ok. 25 tys. a do niewoli dostało się 66 tys. bolszewików. Późniejsza przegrana nad Niemnem przyśpieszyła październikowy rozejm.

Lloyd Georg i nasi sąsiedzi byli zawiedzeni, jedynie ambasador brytyjski w Berlinie lord D'Abernon o tych zmaganiach wypowiedział się entuzjastycznie o stronie polskiej, opisując te wydarzenia w swoim pamiętniku zatytułowanym "Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata".

Prof. Stanisław Stroński, polityk i publicysta, w ramach zawistnej akcji deprecjonującej rolę Piłsudskiego, Bitwę Warszawską w 1920 r. określił mianem "cud nad Wisłą". Zaznaczył jednak, iż "to był wysiłek narodu". Pismo Strońskiego "Rzeczpospolita" zwycięstwo przypisywała zarówno gen. J. Hallerowi, jak i przedstawicielowi francuskiej misji wojskowej gen. Weygandowi i gen. Rozwadowskiemu. Zarówno fakty jak i gen. Weygand zaprzeczyli temu wskazując na Piłsudskiego. Gen. Rozwadowski rzeczywiście był współtwórcą sukcesu, jako doskonały realizator, szef sztabu Piłsudskiego, przez niego zresztą powołanym na to bardzo trudne i odpowiedzialne stanowisko. W tej ponurej i zawistnej sprawie tylko częściowo rację miał Stroński, bowiem rzeczywiście w tym chaosie wojen militarnych i politycznych wojenek, zarówno krajowych jak i międzynarodowych, Naród Polski dokonał cudu zjednoczenia.

Dzień 15 sierpnia był i jest świętem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, stał się podwójnym, bo i Świętem Wojska Polskiego a winien być potrójnym, bo i Świętem Zjednoczenia Narodu!

 

Dnia 1 sierpnia 1944 roku

Tenże dzień, był ostatnim dniem walki utajonej z Niemcami, a pierwszym dniem walki otwartej Wojska Polskiego w Warszawie od dnia 28 września 1939 roku. Historycy rzetelnie oceniający fakty, Powstanie Warszawskie winni nazywać Bitwą Warszawską w 1944 r. Bitwą stoczoną z Niemcami przez Armię Krajową (AK), Wojsko Polskie Polskiego Państwa Podziemnego. Ten fakt uznali Niemcy, uznając prawa kombatanckie AK, których uznanie zażądali brytyjscy Alianci. Tych praw nie uznali sowieccy Alianci, bowiem Armia Czerwona i NKWD rozbrajały i więziły żołnierzy oddziałów AK, po ich walce z Niemcami na tyłach Frontu Wschodniego. Był to kolejny przejaw niemiecko-sowieckiej współpracy wymierzonej przeciwko Polsce.

Na tej jednej z większych europejskich bitew, a zapewne największej bitwie partyzanckiej, narosło wiele mitów i zakłamań. Wymienię tylko najistotniejsze. Czerwoni propagandziści Bitwę Warszawską 1944 r. zaliczyli do serii nieudanych powstań, podjętych bezzasadnie przez osoby nieodpowiedzialne, bez uzgodnienia z Aliantami, w tym przede wszystkim z Sowietami i bez pełnego wyposażenia bojowego oraz gdzie walczyły dzieci i nieprzygotowana do walki młodzież, w wyniku, czego prawie 1,5 milionowe miasto uległo zagładzie.

Rzeczywistość była inna. Ostateczny trud podjęcia decyzji określającej termin miejsce wybuchu powstania, nawet powszechnego, wobec niedającej korzyści politycznych realizacji planu „Burza” (wyzwalanie terenów przyfrontowych), spadł na Kraj. Ten decyzyjny proces, który przecież rozpoczął się 1.09.1939 r., ostatecznie został zakończony przez grono osób składające się ze sztabu AK, przedstawicieli Delegatury Rządu w Kraju i przedstawicieli Rady Jedności Narodowej, jako reprezentantów społeczeństwa. Byli to ludzie doświadczeni, prezentujący różne kierunki polityczne, w większości w wieku ok. 50 lat a dwóch z nich miało powyżej 60. Mieli oni za sobą ciężkie doświadczenia niejednej klęski od 1905 r. do 1939 r. włącznie. Decyzja była jednomyślną – trzeba było walczyć o Warszawę, o zaistnienie faktu walki z Niemcami, o zaistnienie wolnej Polski. Określenie terminu było jednak trudniejsze, ale prawie jednomyślne, bowiem tylko płk. Bokszczanin uważał, że sygnałem do walki winien być początek przygotowania artyleryjskiego, świadczący o postępowaniu ofensywy Armii Czerwonej.

To byłoby zbyt proste. Rzeczywistość była bowiem bardziej złożoną, gdyż w tym czasie decyzji miały miejsce nast. wydarzenia:

- Paniczna ucieczka Niemców z Warszawy i ich częściowy powrót.

- Kilkakrotne nawoływanie do walki z Niemcami w Warszawie głoszone, na falach Radia Moskwa przez Związek Patriotów Polskich i przez przyfrontową radiostację im. Tadeusza Kościuszki.

- Odezwa Komendanta Polskiej Armii Ludowej (PAL), wzywającej do walki z Niemcami i mówiącej o ucieczce z Warszawy Komendy Głównej AK.

- Zarządzenie niemieckie nakazujące, by 28 lipca zjawiło się100 000 mężczyzn do prac fortyfikacyjnych i obawa represji za jego pełne zignorowanie. Utajnienie się tychże mężczyzn i pytanie czy może to próba ich wywiezienia i rozbicia przygotowań do rozprawy z Niemcami, czy najprawdopodobniej wszystko to razem?

- Łapanki młodych mężczyzn.

- Warszawy żądza odwetu i otrząśnięcia się z tych prawie 5 lat okupacji.

- Powstanie groźby niekontrolowanego, nawet sprowokowanego, zarówno przez Niemców, jak i komunistów, wybuchu działań bojowych.

- PAL i Polska Partia Robotnicza (PPR) planowały zbrojne przejęcie jakiegoś urzędowego budynku, np. ratusza, by przedstawić się jako jedyna siła walcząca z Niemcami na terenach okupowanej Polski. Miało to zalegitymizować zamach stanu, jakim było przywiezienie PKWN-u z Moskwy do Lublina, na którego wyzwolenie przez AK, wzorem Wilna i Lwowa, nie wyraziła zgody strona sowiecka.

Czy można działania zgodne z odezwami koalicjanta uznawać za nieuzgodnione? Logika temu przeczy.

Faktem jest, że dla prowadzenia Akcji Burza, zakończonej do sierpnia 1944 r. militarnym sukcesem a niestety politycznym niepowodzeniem (sojusznicy z obu stron o sukcesach AK milczeli), przekazano z Warszawy dużą ilość sprzętu bojowego. Ale czy to mogło przeszkodzić wybuchowi Bitwy Warszawskiej, której historia pokazała, iż można było skutecznie walczyć w okrążeniu przez 63 dni, utrzymując brzegowy przyczółek Wisły dni 50 i z bronią w ręku nie będąc rozbitym, przyjąć warunki kapitulacji na prawach kombatantów, a zakończyć walkę tylko dlatego, że potęgowały się skrywane cierpienia mieszkańców i widoczny był bezsens oczekiwań na sojuszniczą pomoc?!

Faktem jest też, że przy stratach własnych 20 tyś. wyeliminowanych z walki (zabitych, ciężko rannych i zaginionych) żołnierzy, wg gen. von dem Bacha-Żelewskiego, Niemcy ponieśli nast. straty: Zabitych 10 tys., rannych 9 tys., zaginionych 7 tys., czyli w sumie wyeliminowanych z walki zostało 26 tys. żołnierzy niemieckich. Natomiast w sprzęcie bojowym straty niemieckie były nast.: Ponad 100 czołgów, 160 pojazdów pancernych i dział samobieżnych, 2 samoloty oraz 450 działek i broni maszynowej.

 

   

 

Powyżej najbardziej typowe plakaty tego czasu w Warszawie.

Rzeczywiście walczyli wszyscy, w tym i mieszkańcy swoją obecnością i dzieci, ale przede wszystkim żołnierze dwóch wojen i poborowa młodzież dojrzała czasem okupacji. Najbardziej bitne, doborowe oddziały bojowe AK składały się z dorosłej już młodzieży okupacyjnej, która była słuchaczami tajnego nauczania humanistycznego, politechnicznego, medycznego i wojskowego. Wielu z nich uczęszczało, bądź miało już ukończoną tajną podchorążówkę, zarówno w teorii, jak i w praktyce walki z Niemcami.

Każda totalitarna wojna największe straty czyni wśród ludności cywilnej, której w tym czasie w Warszawie zginęło 180 tyś. Wiele dzieci zostało bezdomnymi sierotami, wiele straciło kontakt z rodzinami. Naturalną więc rzeczy koleją była opieka i przygarnięcie ich przez zorganizowane zespoły, które mogły zapewnić im przysłowiowy „wikt i opierunek”. Takimi zespołami były oddziały bojowe, służba sanitarna i łączności, jak np. Harcerska Poczta Polowa.

Początkowym niemieckim zamiarem, popartym rozkazem Hitlera, jeszcze z 1939 r., było zredukowanie Warszawy do 5 % jej powierzchni (plan Pabsta), gdzie Polacy mieliby tylko funkcje służebne. Samo miejsce po Warszawie było im potrzebne, jako węzeł komunikacyjny do wykorzystywania terenów wschodnich. Tego jednak nie zrealizowali, gdyż do swej machiny wojennej potrzebowali jeszcze produkcyjnego potencjału miasta. Za to później wybrali wariant „ostatecznego rozwiązania” kwestii polskiej w Warszawie, czyli zlikwidowania miasta i jego mieszkańców. Zapowiedzią tego było zamówienie 400 000 pasiaków i drewniaków obozowych i dyrektywy Gubernatora m. W-wy dra L. Fischera, dotyczące branki 100 000 mężczyzn i fakt wysyłania do 38 nowych obozów tych mieszkańców, którzy przeżyli Warszawę. Również potwierdzeniem tych zamierzeń było to, iż miasto głównie zostało zniszczone po wysiedleniu z niego wszystkich mieszkańców.

Stalin upewniwszy się, iż to nie PAL i PPR wznieciła i kieruje walką w Warszawie, wydaje 2 sierpnia 1944 r. tajny rozkaz wstrzymujący ofensywę. A poprzez wstrzymanie środków pędnych dla 2 armii pancernej gwardii, walczącej od 30 lipca, której to czołgi zauważone na przedpolach miasta wpłynęły na decyzję o wybuchu walki, Stalin dopuścił do jej ostatecznej przegranej, między Wołominem a Radzyminem, w dniu 8 sierpnia, co było rzeczą niespotykaną w tej fazie wojny. Stalin nie spełnił swej zapowiedzi zajęcia Warszawy w dniach 5 – 8 sierpnia i odrzucił plan marszałka Rokossowskiego, przewidujący oswobodzenie miasta jeszcze w sierpniu.

Desant rozpoczęty 16 września przez dwa bataliony 3 dywizji WP, realizowany niezgodnie z sugestiami dowództwa AK i przeprowadzony wbrew sztuce wojennej, był zapowiedzią braku woli do efektywnej pomocy. Trzeba tu powołać się na Dziennik Działań 9 Armii niemieckiej, gdzie stwierdzono, że nie miałaby ona dość siły do odparcia „masowej przeprawy nieprzyjaciela przez rzekę”.

Ofiarowana drogą lotniczą pomoc zachodnich sojuszników nie mogła być efektywnie realizowana, ponieważ strona sowiecka nie wyrażała zgody na wykorzystanie ich lotnisk w czasie pierwszych 6 tygodni walki, kiedy AK zajmowała większy teren i tym samym była większa gwarancja celności zrzutów.

W obrazie II wojny światowej, wbrew woli wielu polityków nie tylko państw wschodnich, w obrazie wygładzonym przemilczeniem i kłamstwem, tkwiła zadra nie do usunięcia. Była nią wola narodu, jego dążenie do niepodległości przejawiające się różną postawą wobec obu okupantów, brakiem zorganizowanej kolaboracji z Niemcami (ewenement II wojny światowej), największą podziemną armią (350 – 500 tys. żołn.), tajną władzą cywilną (Delegaturą Rządu na Kraj), największą bitwą partyzancką w okupowanej Europie, której to bitwie przyglądała się z za Wisły największa i zwycięska koalicyjna armia! Tą zadrę chciano przykryć polskim romantyzmem i brakiem politycznego realizmu, a tego właśnie zabrakło przywódcom państw zachodnich, co wystarczająco dowiodła historia.

Trudno więc oprzeć się dowodnemu wrażeniu, że Bitwa Warszawska, demonstrując siłę i determinację narodu oraz przyczyniając się do wstrzymania ofensywy sowieckiej, przez pięć miesięcy doprowadziła do tego, że sojusznicze armie spotkały się nad Łabą a nie nad Renem, jak im groziło. Być może dzięki temu, została uratowana od degradacji duża część Europy a zamiast 17 sowieckiej republiki była tylko PRL lub, jak kto woli aż PRL.

A może to zatrzymanie marszu na Zachód było wynikiem jakiegoś kolejnego tajnego aneksu do umowy, by Stalin dał czas Hitlerowi dla dalszego skutecznego rozwiązywania kwestii żydowskiej a przy okazji i polskiej, by zbyt wielu biednych Żydów nie znalazło się w USA i by również było mniej Polaków.

W Warszawie, w kościele św. Marcina, tak bardzo związanym z harcerzami, Prymas Tysiąclecia, kapelan oddziałów AK z Kampinosie o ps. Radwan III, dnia 4 października 1961 roku powiedział: ”Straszne to były dni, ale jakże wspaniałe! Okryły Stolicę Narodu, który chciał być wolnym, nową chwałą, albowiem Naród, przez swoich synów walczących w Warszawie, zaświadczył, że pragnie wolności i ma do niej prawo całkowite. . . .”Warszawa, miasto Nieujarzmione! Chociażby miało ufać przeciwko nadziei, Niezwyciężone! Bo nawet wtedy, gdy padną wszyscy, pozostanie jeszcze Sprawa i prawo do wolności. I chociażby pozostały góry ciał przykryte gruzami, to jeszcze te są małe w porównaniu do wielkiego prawa, jakie ma człowiek, naród i ludzkość, prawa do wolności.”

 

Oświęcim, w sierpniu 2002 roku.

                                                                                             Andrzej Szydlik

 

 

 

P.s. Nastawienie społeczeństwa w czasie tych trzech sierpni, a w szczególności tego ostatniego, oddaje wiersz p.t. „Czerwona zaraza”, żołnierza Batalionu „Parasol”, Józefa Szczepańskiego ps. „Ziutek” (1922 – 1944), absolwenta konspiracyjnej podchorążówki „Agrikoli” w stopniu plutonowego podchorążego. Brał on udział w wielu akcjach zbrojnych, odznaczony został Krzyżem Walecznych, był uczestnikiem zamachu na gen. SS Koppego w Krakowie. Ciężko ranny 1 września na Starówce. Przeniesiony kanałami przez przyjaciół do Śródmieścia, zmarł w szpitalu przy ul. Mokotowskiej. Jego sierpniowe wiersze, to jakby poetycka kronika Baonu „Parasol”. „Pałacyk Michla”, czy „Hymn Parasola” i kilka następnych są właśnie twórczością jego ostatniego sierpnia.

 

             CZERWONA ZARAZA

Czekamy ciebie, czerwona zarazo,

byś wybawiła nas od czarnej śmierci,

byś nam kraj przedtem rozdarwszy na ćwierci,

była zbawieniem witanym z odrazą.

 

Czekamy ciebie, ty potęga tłumu

zbydlęciałego pod twych rządów knutem,

czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem

swego zalewu i haseł poszumu.

 

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,

morderco krwawy tłumu naszych braci,

czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,

lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

 

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,

jakiej ci śmierci życzymy w podzięce,

i jak bezsilnie zaciskamy ręce,

pomocy prosząc, podstępny oprawco.

 

Żebyś ty wiedział, dziadów naszych kacie,

sybirskich więzień ponura legendo,

jak twoją dobroć wszyscy tu kląć będą,

wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.

 

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli

nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej,

skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,

cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

 

Legła twa armia zwycięska czerwona

u stóp łun jasnych płonącej Warszawy

i ścierwią duszę syci bólem krwawym

garstki szaleńców co na gruzach kona.

 

Miesiąc już mija od powstania chwili,

łudzisz nas czasem dział swych łomotem,

wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem

powiedzieć sobie, że znów z nas zakpili.

 

Czekamy ciebie nie dla nas, żołnierzy,

dla naszych rannych – mamy ich tysiące,

i dzieci są tu i matki karmiące,

i po piwnicach zaraza się szerzy.

 

Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz,

ty się nas boisz i my wiemy o tym,

chcesz, byśmy wszyscy tu legli pokotem,

naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

 

Nic nam nie zrobisz – masz prawo wybierać,

możesz nam pomóc, możesz nas wybawić

lub czekać dalej i śmierci zostawić...

Śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

 

Lecz wiedz o tym, że z naszej mogiły

Nowa się Polska – zwycięska – narodzi

i po tej ziemi ty nie będziesz chodzić,

czerwony władco rozbestwionej siły.

 

Wiersz powstał 29 sierpnia 1944 r., pod wpływem huku dział zbliżającego się frontu wschodniego.

 

<<Powrót do głównej strony>>